Czego Comey na pewno nie zrozumie, a my mu nie wyjaśnimy

Nierozważe słowa i nieco zbyt ogólne oceny szefa amerykanskiego FBI Jamesa Comey‘a, wywołały w Polsce ciężkie i przewlekłe zapalenie narodowego penisa. Nasza duma stoi na baczność niczym po dwóch wiagrach i to bez popicia. Jako lekarstwo na to schorzenie, stosuje się sprawodzony już wielokrotnie antybiotyk, czyli nieustanne międlenie tematu w te i we wte. Jeszcze przez mniej więcej dwa dni będziemy rzygać tą narodową dumą, a potem objawy wzwodu znikną, tak samo szybko jak się pojawiły.

icon-blackmotiv-200

Faktem zaś jest, że już od dobrych paru lat, naszą narodową specjalnością jest wyjątkowa łatwość obrażania się. Obrażamy się na wszystkich i na wszystko i za cokolwiek. Na Ruskich, że nie kupują naszych jabłek, na Czechów że się z nas permanentnie śmieją, na wszystkich innych jak leci, że nas posądzają o antysemityzm i czynny udział w zagładzie Żydów, wychodząc z założenia, że skoro na polskich ziemiach zbudowano obozy, to pewnie stało się tak nie bez przyczyny.

Nie jesteśmy w stanie pojąć, że nikt łącznie z naszymi najbliższymi sąsiadami, nie rozumie skomplikowanej konstrukcji polskiej duszy i ciągłego irracjonalnego poczucia skrzywdzenia będącego oczywiście efektem światowego antypolskiego spisku.

I w ten scenariusz wpisuje się znakomicie teza Comey’a. Nie pierwszy on zresztą i nie ostatni.

Mnie wypowiedź tego pana centralnie – że tak powiem – wali. Nie obchodzi mnie czy nas przeprosi, albo czy zmieni zdanie, bo ani z tego powodu nie będzie mi się żyło gorzej, ani prawdopodobnie lepiej. Zresztą parokrotnie tego typu lapsusy popełniali i Niemcy (ich chociaż rozumiem) i Francuzi i Angole i pewnie jeszcze ktoś tam, ale nie zauważyłem, aby przez to częściej nawalał mój samochód, albo szybciej siwiały mi włosy, tym bardziej, że ich raczej nie mam.

Comey z kolei jako typowy Amerykanin, wie o historii tylko tyle ile trzeba, a pamieta tyle ile musi. W tym sensie więc jego wypowiedź kompletnie mnie nie dziwi, acz dziwię się mimo wszystko gdzie byli doradcy. Niestety, mimo, że mu grozimy palcem a nawet wygrażamy pięścią (może nawet wyślemy Grom z generałem Polko by go zlikwidowali), on tego polskiego onanizmu zrozumieć nie jest w stanie, bo posługuje się najprostszą z możliwych kalką geograficzną. Gdzie były te obozy? W Polsce. Kto więc za tym stoi? Polacy! I pozamiatane.

Poza tym bądźmy szczerzy… Jeśli nie daj boże choć trochę jest przejęty tym co powiedział i przejrzy sobie reakcje (komentarze) w polskim internecie, to tym bardziej zgłupieje. Nie ma bowiem tekstu o holokauście, Żydach, obrazie dumy narodowej i tak zwanym kłamstwie oświęcimskim, w którym by zabrakło takich słów jak „mośki”, „żydki”, „parchy” i tego typu inne słodkości. Więc może nawet i przejęty jest ten Comey, ale widzi i czyta i stwierdza i pyta: „A to jebane antysemity. O co tym Polakom do kurwy nędzy chodzi?