Ależ będzie wojenka, już zacieram ręce

duda-150512-11--550

Chcąc nie chcąc to ten Duda znalazł się – moim zdaniem – w dość mało komfortowej sytuacji. Niezależnie bowiem co się dalej stanie, czy zostanie prezydentem, czy też padnie, to będzie źle. Być może to jeszcze do niego nie dociera, być może jeszcze nad tym się nie zastanawia, ale za chwilę będzie musiał. 

icon-blackmotiv-200

Andrzej Duda wygrany, to duży problem, przede wszystkim dla niego samego. Załóżmy przez moment, że to jednak polityk samodzielny, a przynajmniej mający ambicje by być samodzielnym. Tymczasem w środowisku pislamistów jakże powszechne będzie przekonanie (będzie, bo i teraz jest), że to nie Duda de facto wygrał, tylko „MY” wygraliśmy. Duda zaś to tylko ten elegancki i pachnący dodatek, to nasz klucz do skarbca, to ten trybik za pomocą którego będziemy napędzać naszą machinę władzy.

newsweek-okladka-150512Na zapleczu więc, w owym drugim szeregu, już ustawia się banda śmierdzących dziadów, nie tak pachnących jak Duda indywiduów, którzy faktycznie tę władzę chcieć będą sprawować. Wydawać rozkazy, strofować, przywoływać Dudę do porządku jak za bardzo się wychyli, nawet dać w pysk jak zasłuży i hardy za bardzo będzie. Okładka Newsweeka (obok) jest kwintesencją całego tego układu.

I na tym właśnie w skrócie polega problem Dudy prezydenta.

Czyli,  jeśli będzie chciał być tym Dudą z kampanii, prezydentem a nie prezenterem linii programowej partii, chcąc nie chcąc szybko będzie musiał zacząć się pozbywać balastu i próbujących mu zarządzać gospodarstwem chujów z kanapy na zapleczu. Musi zredukować do zera panów Macierewiczów, Brudzińskich, Lipińskich, Kamińskich, musi przepuścić przez oczyszczalnię ścieków całe to pisalmskie gówno, łącznie chyba z Kaczyńskim. Inaczej będzie nic nie znaczącą kukłą, która znów nabrała Polaków na piękne hasła (choć akurat to nie ulega wątpliwości, bo w sensie politycznym to on nic nie może, co nieco może jedynie w sensie towarzyskim). Będzie drugim Lechem Kaczyńskim, tylko młodszym i bardziej eleganckim, co to zamiast plastikowej reklamówki raczej nosi teczkę. Jedyny plus, to nie będzie wstydu pokazywać go światu (przynajmniej przez czas jakiś). Tylko czy aby o to Dudzie chodzi? Co to oznacza, łatwo sobie wyobrazić.

Ależ będzie wojenka kundli pod dywanem, już na samą myśl zacieram ręce.

A teraz opcja druga: Duda nie zostaje prezydentem. Przez miesiąc, a może nawet dwa (tygodnie), chodzi w glorii sławy tego co zagroził układowi i przygotował dobry grunt pod jesienne wybory parlamentarne. Spadają na niego w sumie nic nie znaczące zaszczyty, gratulują mu, ściskają mu dłoń, klepią po tyłku, walą selfi, a co mniej brzydliwe pislamistki są nawet w stanie zrobić mu loda, za friko.

Z dnia na dzień jednak staje się coraz większym ciężarem, a przede wszystkim dlatego, że staje się zagrożeniem dla istniejących układów, układzików, sojuszy, koterii i gangów. No przecież trzeba mu coś w końcu dać za te zasługi, a żeby jemu dać to innemu trzeba odebrać. Będzie się mądrzył, będzie wybrzydzał, będzie kręcił dziurę w dupie Kaczyńskiemu, będzie może chciał być nie wiadomo kim, a kto wie, czy ów chuj jeden złamany nawet prezesem nie będzie chciał być. Przecież uwierzył w swoją gwiazdę! Nuż wydyma Kaczyńskiego? Niedoczekanie jego! Kurwa, zajebać dziada, wyborów nie potrafił wygrać i tylko się szarogęsi kutas złamany. Zajebać i do dołu z nim!

Tak to mniej więcej w dużym skrócie będzie. Też ciekawie, prawda?

Ależ będzie wojenka kundli pod dywanem, już na samą myśl zacieram ręce.