Starajcie się miłować swoje żony. Ale nic na siłę!

hoser-150513-1100550

Wyborcza gorączka spowodowała, że z z pola widzenia zniknęli nam nieco panowie biskupi. A oni – wierzcie mi – gruszek w popiele nie zasypywali, nie opierdalali się, tylko pracowicie w sreberka zawijali i spragnionym rozdawali owoce swoich myśli.

icon-blackmotiv-200

Moim celem numer jeden od dłuższego już czasu jest pewien wyjątkowo kostropaty chuj z warszawskiej Pragi. Z lubością więc go cytuję i tykam za cokolwiek i wierzcie mi, bynajmniej nie po to by chwalić. I przyznać należy,  że biskup Hoser (tak, to o nim ten przydługi wstęp) robi wiele, a nawet wszystko, by nie daj boże nie zejść z linii strzału, codziennie wręcz dostarczając paliwa.

Przeto ujął mnie pan biskup ostatnim wykładem na temat kobiet, bo nikt tak jak biskupi, a Hoser w szczególności, nie zna kobiet tak dogłębnie, że tak powiem. Niektórzy biskupi znają dogłębnie kobiety (?) nieletnie, niektórzy letnie (acz niezmiennie gorące), a niektórzy znają wszystkie jak leci, niezależnie od płci. W każdym razie ten Hoser powiedział w swoim ostatnim wykładzie, skierowanym do mężczyzn z całego dekanatu (nie wiem co to jest, ale coś prawdopodobnie bardzo ważnego), że mężczyźni… powinni kobiety szanować, bo jest ona (ta kobieta) „dobra i piękna z samej swojej natury”.

To istotny przełom, gdyż do tej pory biskupi uważali kobiety za jedno wielkie skaranie boskie, za stworzenie brudne i obrzydliwe, za dzicz i nieszczęście, które tylko patrzy gdzie tu chłopu dupy dać  i na pokuszenie go wieść. Arcybiskup zwrócił również uwagę na różnice, jakie występują między kobietami i mężczyznami. Duchowny, zauważył, że różnice te przejawiają się chociażby w tym, że kobiety maja cipki a mężczyźni fiutki (tak powiedział, słowo daję!), oraz w sposobie myślenia też się przejawiają. Faceci myślą szybko, kobiety wolno, ale za to szybko zapominają. I za to należy je szanować i miłować też można. Powiedział oto:

„Jeśli na wzór Chrystusa będziecie starać się miłować swoje żony, możecie być pewni, że one odpłacą wam tak wielką miłością, do jakiej tylko kobieta jest zdolna (…) Ona  powinna ufać swojemu mężowi i prezentować względem niego postawę uległości”.

Nie dodał tylko, że jak „uległa” nie będzie, no to wtedy mąż może już z czystym sumieniem obić jej ryja, ale to prawda tak oczywista, że nie trzeba jej już po stokroć przypominać.

Niepokoi mnie jedynie fragment: „na wzór Chrystusa będziecie starać się miłować swoje żony…”, bo o ile mi wiadomo, to Jezus nie miał żadnej żony. Zdecydowanie bardziej gustował w panach niźli paniach, choć zdarzało się ponoć,  że po oberżach chędożył też dziewki. Ale być może Hoser wie więcej, bo to przecież autorytet, nie tak może charyzmatyczny jak strongman Bajzelak, ale na swój sposób mocny i wzbudzający zaufanie.

Coś tam jeszcze pan biskup Hoser mówił o związkach jednopłciowych, ale to jak rozumiem głównie wewnętrzny problem kościoła, więc nie zamierzam w to się wtrącać i broń boże nie zamierzam biskupowi do łóżka zaglądać. Z bogiem jednym słowem.