Jak duchowo odradzają się zapomniani artyści

sebastian-150601-1100550

Zapomniany już nieco gwiazdorek polskiej sceny muzycznej postanowił się odnowić, tylko po to, żeby o sobie przypomnieć. Gwiazdorek nazywa się Sebastian Karpiel-Bułecka i pochodzi z serca Podhala, co w zasadzie tłumaczy wszystko. Choć z drugiej strony artysta Kurpiel-Bułecka otarł się nieco o świat inny niż Krupówki, więc należało by się spodziewać że dawno już mądrzał. Niestety, stygmat Krupówek jest niezbywalny.

icon-blackmotiv-200

Korzenie, artystyczny niebyt i niepowodzenia pana Sebastian musiały o sobie dać kiedyś znać. Facet przywykły do imprez, wódy, gratisowych dup na zawołanie, wywiadów, słodkiego życia generalnie, nie jest w stanie tak łatwo i bez protestów z tego zrezygnować i zaaprobować stan niebytu. Aby więc znaleźć się z powrotem na pierwszych stronach zastosował metodę „na wiarę“, która to w wielu przypadkach – przynajmniej w Polsce – sprawdza się bardzo dobrze.

Iluż to już mieliśmy całkowicie zapomnianych artystów, którzy nagle ogłosili, iż cudownie się nawrócili i nagle przez przynajmniej kilka dni znów stali się przedmiotem zainteresowania mediów. Bo media lubią nawrócenia, lubią nawiedzonych i odrodzonych duchem artystów, lubią piramidalne pieroły które przy tej okazji owi artrysci taśmowo wypowidają. Bo głupek zawsze lepiej się sprzedaje niż człowiek mądry. Tak też jest z panem Sebastianem.

Jako góral z krwi, kości i wódki (inny góral szczerze mówiąc nie istnieje), Bułecka nie wstydzi się – jak zeznaje – pana boga, nigdy tego pana boga się nie wyrzekł i jest mu wierny na smierć i życie. Zawsze postępował zgodnie z boskim prawem i boskimi zasadami, co oczywiście nie przeszkadzało mu wdawać się w liczne romanse i prowadzić – generalnie mówiąc – niezbyt higieniczny styl życia. Trudno pewnie było by znaleźć księdza, który byłby w stanie go wyspowiadać a zwłaszcza z czystym sumieniem rozgrzeszyć.

W niszowym, katolickim fanzinie, pan Bułecka mówi przeto, doprowadzając co wrażliwszych czytelników do religijnej ekstazy:

 „ Pan Bóg i Kościół wytyczają nam jasną drogę, wskazują, jak powinniśmy postępować, ale każdy z nas ma również wolną wolę i ostatecznie sam wybiera drogę, którą idzie. Kieruje się własnym sumieniem. Moim zdaniem najlepiej jest nie popadać w skrajności. Z wieloma definicjami grzechu się zgadzam, co do niektórych mam wątpliwości, ale nie podważam ich, bo nie ja od tego jestem”.

I dodaje, że nie po drodze mu z zachodnimi wartościami i z tą Europą wedle zachodnich wyobrażeń, przeto on Polak, Wolak , Artysta i Katolik z takim czymś zgodzić się może. Z czym konkretnie?

„Mam na myśli przede wszystkim laicyzację. Chodzi mi o wyrzekanie się wiary, Boga, Kościoła. Wiele krajów europejskich od takich wartości odchodzi, i to mnie smuci.“

No cóż, wiele wskazuje na to, że z takimi odrodzonymi poglądami nastąpi niewątpliwe odrodzenie artysty Sebastiana. Na pewno trafi wkrótce do jakiejś mniej niszowej gazety, albo portalu, albo może nawet do samej ŁRzeczpospolitej, która hołubi wszystkich nawiedzonych, zagubionych, pojebanych i popierdolonych. Całkiem spora chmara z nich dla ŁRzeczpospolitej nawet pisze, Sebastian przeto może zaśpiewać.