Teraz Kurwa My. Rusza ofensywa frontu odzyskiwania pamięci

łuk-150602-1100550

Minęły niecałe dwa tygodnie od wyborów prezydenckich, a patrzcie co się dzieje. Siły frontu odnowy moralno-narodowej, już planują szeroko zakrojoną ofensywę, w ramach rewitalizowanego naprędce programu Teraz Kurwa My. Na razie zaczynają jednak skromnie, bo od tak zwanego odzyskiwania pamięci. Ale pamietajmy, że początki każdej katastrofy bywają niewinne.

icon-blackmotiv-200

Sygnał do podjęcia działań dał prezydent elekt w pierwszych godzinach swego udawanego na razie urzędowania. Zapewnił mianowicie, że jego pierwszym zadaniem, a w sumie najważniejszą misją jego przydentury, będzie wystawienie przez Pałacem pomnika ofiar tak zwanego zamachu smoleńskiego.

Po tej deklaracji, we wszelakich odnowicieli i odzyskiwaczy wstąpił nowy duch. Pytanie co by tu odzyskać i jak tę odzyskaną pamięć osadzić w na grząskiej glebie zdradzieckiego racjonalizmu i liberalizmu, pozostanie pewnie kluczowym pytaniem najbliższych miesięcy.

I oto wiemy już – a wszystko dzieje się przecież na przestrzeni zaledwie kilku dni – że zadaniem równie pilnym co pomnik ofiar samobójcy Kaczyńskiego, jest budowa w Warszawie… Łuku Triumfalnego. Łuk ten ma być upamiętnieniem tak zwanej Bitwy Warszawskiej. Niewprawnym historycznie przypominam, że nie chodzi tu bynajmniej – co nazwa mogła by sugerować – o bitwę kiboli Legii z kibolami Polonii. To też oczywiście było ważne wydarzenie, ale pomnik upamietniający, a może nawet Łuk Triumfalny, stanie w nieco późniejszym terminie, jak jedoznacznie się rozstrzygnie kto tę bitwę wygrał.

Na razie trzeba się skupić na bitwie z roku 1920, kiedy to hordy wygłodniałych sukcesu Polaków dały wpierdol hordom wygłodniałych generalnie Ruskich. A chęć dodatkowego dojebania Ruskim jest tak wielka, że łuk stanął by nawet wtedy, kiedy w tej bitwie byłby remis. Niestety, powagi tej nieco mitomańskiej inicjatywie odbiera taki oto fakt, że na jej czele stoi Jan Pietrzak.

To już samo w sobie jest śmieszne, nawet łuku w tej sytuacji nie trzeba. Bo wyobraźcie sobie, że gdyby taki Jan Pietrzak stał na czele komitetu budowy metra warszawskiego, to do tej pory by go nie było, bo do tej pory zmiast je budować, tarzalibyśmy się ze śmiechu. Zresztą w komitetcie społecznym popierającym ów projekt, są też między innymi takie tuzy kabaretu, jak wieczny kandydat na pemiera, prezydenta i prymasa Jego Śmieszność profesor Piotr Gliński, oraz radna PiS Olga Johann, nieustępliwa propagatorka nazywania stołecznych ulic z dupy wziętymi bohaterami.

Błazen Pietrzak (chodzi mi o to, by jednak nie obrażać komików), już rozmawia na ten temat z Ratuszem. Mówi że „pomnik ma zostać postawiony przez wszystkich Polaków, ze wszystkich opcji politycznych” i powinien być gotowy w roku 2020 w setną rocznicę owej bitwy. Nie ukrywam, że odetchnąłem z ulgą, ponieważ nie bądąc członkiem jakiejkolwiek opcji, z budowy pomnika będę z pewnością zwolniony.

Nie wiadomo na razie gdzie ten łuk miałby stanąć, ale biorąc pod uwagę, że ma być „wielki, wspaniały, imponujący, może wyższy od Pałacu Kultury i Nauki“, o godną lokalizację monumentu wcale nie będzie łatwo. Można więc rozważyć koncepcję, że zamiast budować taki wielki nie wiadomo gdzie, taniej i rozsądniej będzie przenieść do Warszawy ten  ze Slesina. Po pierwsze nieco mniejszy, ale też godny, a na dodatek wszędzie da go się wcisnąć, w byle jaką piździwkę, po drugie już gotowy, a po trzecie wreszcie, łuk jak łuk, patriota każdy zaakceptuje.

A poza tym tak szczerze mówiąc, na chuj nam ten łuk, skoro już jeden na Placu Zbawiciela mamy?