Czego Jaś nie doczekał Józef z Frankiem skonsumują

papieskie małżeństwo-160616-1100550

Ta wiadomość może jednak zelektryzować patologicznych i zawodowych katolików. Co prawda jest ona jak na razie zupełnie niewinna, ale tylko na razie. Ponieważ jednak zło czai się wszędzie a kolega Szatan jest tego zła sponsorem, wiec nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza zaś co faktycznie za tym rogiem się czai.

icon-blackmotiv-200

Niewinność informacji jest moim skromnym zdaniem pozorna. Oto – czytamy sobie – tak zwany ojciec święty (przypominam: pewne rzeczy z zasady piszę małą literą) czyli poczciwy pan Franciszek, spędzi wspólny urlop z emerytowanym, nie mniej poczciwym biskupem Rzymu i kombatantem Hitler Jugend panem Benedyktem, znanym też pod rodowym nazwiskiem Ratzinger. Chłopcy w lipcu spotkają się w słynnym zakładzie specjalnej troski w Castel Gandolfo. Będą co rano kranie łykali przepisane pastylki,  wieczorem zaś wspólnie popijali ziółka.

Im dalej w las tym jednak ciemniej

Źródła zbliżone do watykańskich komnat  i alków przebąkują, że ta wiadomość może mieć swoje drugie dno. Otóż wspólny urlop (pierwszy oficjalny), tudzież powtarzające się plotki o możliwości abdykacji Franciszka, każą przypuszczać, że papieska para planuje dalsze wspólne życie, z dala od wszędobylskich kamer i wścibskich dziennikarzy.

Jeden z wpływowych komentatorów dziennika Corriere della Sera (chce na razie pozostać anonimowy) w prywatnej rozmowie  mówi,  iż to ponoć właśnie urzędujący jeszcze papież Franciszek nalega na ujawnienie skrywanej dotąd prawdy i legalizację związku. Ponieważ para już wielokrotnie była wspólnie fotografowana, dalsze udawania Greka nie ma – zdaniem Franciszka – sensu.

Przeciwko takiemu rozwiązaniu jest jednak zdecydowanie bardziej konserwatywny Joseph, który jak to Niemca przystało woli jednak życie na kocią łapę bez niepotrzebnych demonstracji. Wspólny, lipcowy urlop jest więc również po to, by wypracować wspólne stanowisko, czyli osiągnąć tak zwany kompromis, wbrew powszechnemu twierdzeniu, że prawdziwa miłość nie znosi kompromisów.

Czekając co z tego wyniknie

Warto w tym miejscu przypomnieć, że podobny przypadek, aż do dziś skwapliwie i skutecznie ukrywany przed mediami (zwłaszcza polskimi), miał miejsce w roku 2005, kiedy to urzędujący jeszcze wtedy papież, zawarł na łożu śmierci nieformalny, acz przez świadków przypieczętowany związek ze Staszkiem, swoim najbliższym współpracownikiem, doradcą i wieloletnią miłością.

Papież wkrótce niestety odszedł, Staszek zaś, mimo że został wdową/wdowcem, nadal radzi sobie dobrze, prowadząc choćby intratny interes handlu rodzinnymi pamiątkami.