Zaczyna się. Ich koledzy już zastępują naszych kolegów. Przez czysty przypadek.

kornhauser-150627-1100550

Tak krótko, żebym wam za bardzo dupy dziś przy weekendzie nie zawracać. Wczoraj już wspomniałem o tym na fejsie, dziś tylko delikatnie temat rozwinę, żeby uczucie dręczącego mnie niedosytu i niepokoju zminimalizować. Oto rzecz mała (na razie), ale niezmiennie cieszy, bo dowodzi, iż nie ma pustki w przyrodzie i jak jeden układ odchodzi drugi natychmiast wciska się w tę pozorną pustkę.

icon-blackmotiv-200

Oto prześwietna Kapituła Nagrody Orła Jana Karskiego nagrodziła profesora Juliana Kornhausera za „literackie zmaganie o mądrzejszą Polskę”. Niby nic na pierwszy rzut oka. Prawdopodobnie pan profesor ma swoje osiągnięcia i swoje zasługi, o których nikt szerzej nie słyszał i niewiele wie, ale być może o to właśnie chodzi. Profesor to człowiek skromny, zaś wtajemniczeni, tudzież znawcy przedmiotu i tak wiedzą o co chodzi i co on za jeden. Gawiedź czyli motłoch, po pierwsze poezji nie czyta, a po drugie w ogóle nic nie czyta, czyli Kornhauser im wisi i powiewa, razem ze swoją nagrodą.

kornhauser-150627-900
…pan profesor to drzewiej wybitny opozycjonista i tępiony przez cenzurę artysta, co akurat jest prawdą, tylko z jakiś powodów, nie za bardzo dotychczas eksponowaną…

Sprawa zaczyna mieć rumieńce dopiero wtedy, kiedy uświadomimy sobie, że pan profesor oprócz tego że jest poetą (wybitnym, choć mam wrażenie, że od niedawna), jest również, a w tym wypadku może przede wszystkim, ojcem symapatycznej pani Agaty, prywatnie żony nie mniej sympatycznego pana Dudy, od paru tygodni prezydenta Polski na następne pięć lat. Nie powinno się tych dwóch faktów łączyć, bo to pewnie, a nawet na pewno, czysty przypadek.

Fakty są też takie, że profesor Kornhauser od pewnego czasu przeżywa coś na kształt drugiej młodości, bo nigdy, przez całe jego artystyczne życie, nie wspominano o nim tak często i tak ciepło, jak przez ostatnie trzy czy cztery miesiące. Ale to czysty przypadek.

Nagle się też okazało, że pan profesor to drzewiej wybitny opozycjonista i tępiony przez cenzurę artysta, co akurat jest prawdą, tylko z jakiś powodów, nie za bardzo dotychczas eksponowaną. Dlaczego teraz o tym sobie przypomniano, nie wiem. Pewnie to czysty przypadek.

Niestety, na minus – chwilowo przynajmniej – panu profesorowi należy zapisać fakt taki oto, że był profesorem (teraz już emerytowanym) Uniwersytetu Jagielońskiego. Wygląda to niestety gorzej, niźli profesura w o wiele wyżej notowanym – przynajmniej przez środowiska narodowo-kato-patriotyczne, a teraz opiniotwórcze – Uniwersytecie kardynała Wyszyńskiego. Bo na tym Jagielońskim pracują mendy takie jak Hartman, a na Wyszyńskim już nie. Tam tylko wybitni profesorowie fotele grzeją, kwiat intelektualny i moralny Polski. Dlaczego Kornhausera tam nie zatrudniono, nie wiem, acz zakładam że to przypadek i przeoczenie. Dajmy czas specjalistom od pijaru i życiorysów. Nie najlepiej jest też z tym pochodzeniem, ale umówmy się, tego typu przypadków jest sporo i na nikim już nie robią wrażenia, z wyjątkiem może Michalkiewicza.

I w cały ten ciąg zdrzeń, wpisuje się owa nagroda od Karskiego. Bo przecież, nie oszukujmy sie, równie dobrze mogli mu dać tę całą nagrodę jakieś pięć, dziesięć lat temu. Czemu nie dali? Może to też przypadek, tak jak przypadkowe jest to teraźniejsze, precyzyjnie jednak skalkulowane lizanie dupy, ot tak na wszelki wypadek/przypadek.

Coś mi się też zdaje, że będziemy mieli nowego wieszcza. Rymkiewicz niech powoli pakuje walizki.