Watykan zainwestował w maszynę do usuwania tatuaży

usuwanie tatuazu-150706-1100550

To nie żart. W Watykanie rzeczywiście rozpoczęła pracę maszyna do usuwania tatuaży. Oficjalne info w tej sprawie jest takie, że to muzea watykańskie poprosiły o taki właśnie sprzet, by za jego pomocą usuwać drobinki brudu pokrywające niektóre z jego najcenniejszych dzieł sztuki.

icon-blackmotiv-200

Maszyny tego typu są już używane w wielu muzeach i galeriach sztuki. Laser w nich zastosowany pozwala bowiem na niezwykle delikatne czyszczenie powierzchni bardzo łatwo ulegających zniszczeniu. W 95 % przypadków stosuje się je do usuwania brudu z rzeźb, ale również obrazów. No, dobrze uznajmy, że to prawda. Ale co w takim razie z tymi pozostałymi 5 procentami?

Wiemy w czym rzecz

Od dłuższego już czasu, w Watykanie działa tatuażysta, który zwie się Rigoberto Santorii i jego interes kręci się całkiem dobrze. Klientami nie są wcale tylko szwajcarscy gwardziści, lub ich partnerzy (choć ci też), ale przede wszystkim kuriewni urzędnicy, w tym całkiem wysoko postawieni kardynałowie, arcybiskupi i biskupi. W kolejce ustawiają się też jakże liczne za Spiżowa Bramą siostry zakonne, wykonujące tu zawód kucharki, kelnerki, pielęgniarki, sprzątaczki, oraz często gęsto damy do towarzystwa.

Problem zaczął się jednak wtedy kiedy argentyński luzaczek Franciszek, postanowił usnąć sobie tatuaż (kotwicę plus frywolny podpis), będący jeszcze efektem młodzieńczej fantazji. A to, że fantazję Bergoglio miał i ma ją nadal, nie ulega raczej wątpliwości.

Ponieważ tatuaż był w miejscu, powiedzmy intymnym, usunięcie jego stało się problemem. No przecież persona taka jak Franek, papież, głowa państwa i tak dalej, nie pójdzie sobie do pierwszego z brzegu zakładu medycyny estetycznej i nie powie: „Chłopaki usuńcie mi z dupy i z wacka te jebane rysunki, bo mi się już nie podobają“. Stąd pomysł na zakup maszyny, wynikający również z głębokiej analizy rynku.

tatoo vaticano-500

Jest zapotrzebowanie, jest inwestycja

Maszynę więc de facto otrzymał do dyspozycji tatuażysta Santorii i w wolnej chwili celem uniknięcia przestojów będzie ją wypożyczał watykańskim muzeom. Pewnemu tabloidowi (niestety, nie naszemu) przyznał, że generalnie ruch w interesie jest duży, bo kardynałowie czasem nawet leciwi, na wyścigi robią sobie tatuaże, wpierw usuwając te stare, już nie modne i opatrzone.

Ponoć wśród panów najpopularniejszy jest teraz napis „Jestem Twój“ lub „Wydój mnie“, opatrzony zazwyczaj rysunkiem ślicznego cherubinka. Panie nadal preferują ponoć różyczki i imiona ukochanej, choć zdarzają się i takie, które tatuują sobie napis „Franciszek był tu“, co oczywiście o niczym nie świadczy i niczego nie przesądza, acz wygląda seksownie.

Do łask wracają też (przynajmniej w Watykanie) tatuaże czarne białe, co poddaję pod uwagę różnej maści trendsetterom, także z bulwarowych mediów katolickich.