Trybunał watykański przekazał sprawę Sądowi Ostatecznemu

pedofil

Nie będę ani oryginalny, ani przede wszystkim pierwszy, jeśli stwierdzę, że zgodnie z przewidywaniami proces Wesołowskiego, który miał się właśnie zacząć, się jednak nie zaczął. Okazało się bowiem że zboczeniec zachorował. Co jest na swój sposób dobrą wiadomością, bowiem dowodzi że zboczeńcy też chorują, a jak chorują to jest nadzieja, że wcześniej czy później zdechną. Tylko z tą chorobą jakoś tak dziwnie jest.

icon-blackmotiv-200

Można powiedzieć, iż to że biskup Wesołowski jest ciężko chory nie ulega najmniejszej wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na zamieszczone poniżej zdjęcie. Widać na nim człowieka potwornie wychudzonego, zmęczonego życiem, szarego i bez wątpienia cierpiącego. Oczy ma zasnute mgłą i moim zdaniem z trudem oddycha. Do piachu bez wątpienia ciągnie go ogromny ciężar grzechów, które w swoim zasranym generalnie życiu popełnił.

na tym zdjęciu widać człowieka bez wątpienia potwornie wychudzonego, zmęczonego życiem, szarego i bez wątpienia cierpiącego. Oczy ma zasnute mgłą i moim zdaniem z trudem oddycha.

Choroba pana biskupa Wesołowskiego niezależnie jak się nazywa, jest tak poważna, że pacjent w trybie pilnym trafił na intensywną terapię do jednego z rzymskich szpitali. Co ciekawe, jeszcze kilka dni temu przestępca ów cieszył się całkiem dobrym zdrowiem, bo w najlepsze balował w kolegami w kawiarni, a na stoliku stało trochę pustych już butelek. Biskup – jak donoszą naoczni świadkowie – lico miał rumiane, humor znakomity, głowę raczej tęgą i zachowywał się (rechotał) dość głośno, a nawet irytująco głośno. W każdym razie nic absolutnie nie wskazywało, że dwa dni później dopadnie go śmiertelna wręcz choroba.

Jak znam życie, a wy też je znacie, Wesołowski będzie teraz przez tydzień lub dwa zalegał na tej intensywnej terapii. Potem przeniosą go na normalny oddział, znaczy się do izolatki, w której plus minus przewaletuje przez miesiąc. Potem pójdzie na dłuuugie zwolnienie, a potem na bank trafi do sanatorium. Lekarze (a tam umyślni i uczynni lekarze bywają na każdym rogu ulicy) zalecą mu absolutny spokój, zero stresu i całkowity zakaz kontaktu z nim prokuratorów, bo pacjent tego mógłby nie wytrzymać.

Reasumując: szansa na to, że proces zacznie się w jakimś przewidywalnym czasie jest równa zeru, czyli wszystko w normie, po watykańsku. Ba, mogę się wręcz założyć, że ci sami lekarze zalecą wręcz pacjentowi oglądanie dziecięcej pornografii (ma na swoim komputerze około 100 tysięcy plików), bowiem może to wpływać kojąco na pacjenta, a to z kolei może mieć istotny i pozytywny wpływ na jego stan zdrowia.

Należy zaznaczyć, że będąc już w rodzaju domowego aresztu w Watykanie i rezydując dość wygodnie w hotelu a następnie w opactwie benedyktynów przy Bazylice św. Pawła, Wesołowski w najlepsze ściągał z internetu dziecięcą pornografię w ilościach wręcz hurtowych. W przyszłym procesie rekonwalescencji pacjenta pornosy te będą wręcz nieocenione.

A co na to polscy biskupi (bo Wesołowski to ponoć Polak)?

Polscy biskupi na to jak na lato. Pytani o sprawę wykręcają się jak zwykle sianem, czyli okrągłymi słówkami próbują wyjaśnić, że to nie ich sprawa. Kto to jest ten Wesołowski – pytają – czy aby to Polak? W ogóle nie znamy gościa, a niektórzy z nas po raz pierwszy słyszą to nazwisko. Tak w dużym skrócie wygląda nieoficjalne stanowisko słynnego Episkopatu, oficjalnie wyrażone zdaniem:

„W odpowiedzi na pytania dziennikarzy chcemy podkreślić, że kościół katolicki w Polsce, nie jest stroną w procesie byłego abp. Józefa Wesołowskiego.“

Czyli dziękujemy państwu za uwagę, wypierdalajcie!

Oczywiście tak w Watykanie jak i w Polsce huczy od plotek, bowiem wręcz pewne jest, iż choroba Wesołowskiego została mu narzucona i jest chorobą czysto dyplomatyczną. Chodzi o to, żeby mieć jeszcze więcej czasu i jakoś opanować niebezpieczną sytuację.

Nie jest bowiem szczególną tajemnicą, że Wesołowski ostatnimi czasy łaził po mieście i głośno mówił, że nie pozwoli z siebie zrobić jedynej ofiary. Jak już stanie przed tym sądem, to nie będzie się opierdalał, tylko prosto z mostu opowie wszystko to co wie. Innymi słowy wrzuci do szamba jakże wielu swoich kolegów, biskupów i kardynałów z najwyższej półki, którzy w ruchaniu dzieci i handlu tym żywym towarem byli niezwykle wprawni.

Teraz więc zacznie się dyplomatyczna gra, jak uciszyć tego fiuta i jak go osądzić nie sądząc. A może ta jego nagła choroba okaże się jednak śmiertelna? W Watykanie jakiś taki niezdrowy klimat od wieków panuje. Ludzie czasem padają niczym muchy.