Godność kocham i rozumiem, godności oddać nie umiem

zylinski-150715-1100550

Prawda jest taka, a dodajmy – jest to prawda smutna, że Polak gdziekolwiek się znajdzie, od razu jest zmuszony do walki o swoją i rodaków godność. Godność jest tak przypisana do Polaka, jak kiedyś pańszczyźniany chłop był przypisany do  ziemi. I nikt nam nie wmówi, że jest inaczej, zwłaszcza że czarne to jest czarne, a białe bywa białe, przynajmniej od czasu do czasu. icon-blackmotiv-200 Jak zwyciężać mamy pokazuje nam oto niejaki Jan Żyliński, walczy o godność Polaków na Wyspach. Żyliński to biznesmen, oraz – jak sam twierdzi – arystokrata, co jest niestety najgorszą z możliwych  rekomendacji. W arystokracie z założenie bowiem płynie arystokratyczna krew, a ta z racji koloru i składu chemicznego nie nadaję się do niczego, nawet do najprostszej transfuzji. To mówiąc w skrócie, błękitne pomyje.

No, ale o co chodzi z tą godnością?

Otóż po pierwsze Żyliński chce zostać burmistrzem Londynu, co mnie o tyle zaciekawiło, że ja właśnie postanowiłem zostać burmistrzem Nowego Jorku. Po drugie, z jakiegoś niejasnego powodu, Żyliński chce, aby Polacy zostali uznani za klejnot w koronie brytyjskiej. A po trzecie, co ściśle łączy się z drugim, Żyliński chce, aby w uznaniu tej „klejnotowości” Polakom wystawiono słuszny pomnik w samym centrum Londynu, jakieś sto metrów od pałacu Buckingham. Ma być to pomnik poświęcony polskim pilotom walczącym podczas Bitwy o Anglię, bez których to Anglia byłaby dziś co najwyżej drugorzędną kolonią niemiecką. I to jest własnie to godne upominanie się o godność, ba, to jest prawdziwa wojna o godność!

Żyliński już spotyka się z Polakami, szermując hasłem „Polaku poczuj swoją moc”.

„Mówię im (znaczy się tym Polakom): „Idziemy na wojnę”, zdobyć ten kraj, naprawdę zaistnieć i doprowadzić do kresu dyskryminacji w stosunku do nas. To jest do zrobienia w ciągu trzech lat“.

Niewykluczone, że w efekcie tych polskich sukcesów na Wyspach, może niekoniecznie za trzy lata, ale za pięć to już na pewno, będący na emigracji premier Kaczyński, zostanie premierem brytyjskim i wprowadzi się z hukiem, oraz kotem, na Downing Street. Żyliński czuje doskonale ten nastrój i ewentualny rozwój wypadków.

Zapowiada, że kolejna jego inwestycja pomnikowa będzie pomnikiem niektórych ofiar smoleńskich i stanie w Hyde Parku, najpewniej na tzw  Speakers’ Corner, ulubionym miejscu zbiórek wszystkich wariatów (niczym Pałac Prezydencki na Krakowskim).

Nie chce wyciągać z całej tej sytuacji jakiś pochopnych wniosków, ale mam dojmujące  wrażenie, że dzisiejszy temat z jakiegoś jednak powodu ściśle łączy się z wczorajszym tematem dotyczących psychiatryka w Drewnicy.