Wakacyjne kultywowanie właściwych kultów

four women are seen jogging along the waters edge for exercise.

Lato i wakacje to generalnie czas zabójczy dla każdego porządnego  człowieka. Jakże łatwo wtedy o pokusy (przydrożny i przypadkowy seks, golonka w piwie, gofry ze śmietaną, kult ciała, itp), jakże łatwo o grzech i zatracenie podstawowych cech człowieczeństwa. Na szczęście są przeróżne, przyjazne człowiekowi  media, tudzież skuteczni w swej nieustępliwości edukatorzy, którzy ostrzegają przed zatraceniem i starają się nas sprowadzić na dobrą drogę. 

icon-blackmotiv-200

Chciałbym zwrócić dziś uwagę Szanownego Państwa na jedno istotne zagrożenie, opierając się na cennych radach pewnego do cna katolickiego publikatora.

Otóż podczas tych nieszczęsnych  wakacji, wielu z nas oddaje się zgubnemu kultowi, czyli intensywnym ćwiczeniom fizycznym. Uprawiamy jogging, fitness, katujemy się na rowerze, bez sensu łazimy z kijami. Pragniemy schudnąć i wydaje się nam, że w ten sposób osiągniemy doskonałość.

Nic bardziej mylnego. To walka, która zdecydowanie bardziej nam szkodzi niż pomaga.  Odciąga nas przede wszystkim  od jedynego kultu wartego kultywowania, czyli kultu boga. Jednocześnie utrzymuje nas w  bzdurnym i absolutnie nieprawdziwym przekonaniu, że ładne i wysportowane ciało czemuś służy. A ono nie służy niczemu innemu, poza rzecz jasna ukrywaniem własnych deficytów intelektualnych.

four women are seen jogging along the waters edge for exercise.

Piękne ciało ma wyzwalać w nas poczucie szczęścia, a to z kolei powinno umożliwić nam doznanie niesamowitych przeżyć towarzyskich, być może też wyjątkowych  orgazmów. Ale to błąd, jeden z największych.

Pamiętajcie! To nałóg niszczący mózg!

W wyniku długotrwałego wysiłku fizycznego, takiego jak bieganie, pływanie, jazda rowerem lub wakacyjne bzykanie się po krzakach lub w nadmorskim pasku,  mózg wytwarza substancje chemiczne – zwane endorfinami -które działają niczym  morfina. To tłumi w  was  odczuwanie bólu, zwalnia moralne hamulce, poprawia się co prawda samopoczucie, ale jednocześnie wpadacie w niebezpieczne stany euforyczne. Jesteście tym samym na permanentnym haju.

Poza tym takie bieganie,  wywołuje dodatkowe szkody.

Uporczywy uprawianie tego „sportu” doprowadza do zagrzanie się mózgu. W wyniku tego procesu umierają komórki nerwowe, a skutkiem jest też spowolnienie pracy układu nerwowego. Doprowadza to z kolei do zaniku tak zwanej bystrości umysłu.

Prawdziwy katolik więc nie powinien biegać, bo w wyniku tego może stać się ateistą, czyli idiotą. Takie same zresztą skutki wywołuje nadmierne i niekontrolowane uprawianie każdego innego sportu.

Jeśli już musicie być aktywni, szczególnie podczas wakcji, to rekomendujemy jako redakcja, spacer niezbyt śpieszny do pobliskiego kościoła, bo przecież w każdej miejscowości, nawet tej wypoczynkowej, jakiś kościół musi być, ostatecznie to Polska. Połączycie w ten sposób to co przyjemne (spacer), z tym co konieczne i duchowe (msza).

Jaki w ogóle  styl życia wybrać podczas wakacji? Spokojny i zrównoważony.

Wakacje powinny być tym okresem w naszym życiu, w którym odbudowujemy nasze seksualne kompetencje i rodzinne więzy. Pamiętajmy jednak, że seks nie może być tylko czynnością zaspokajającą wasze przyjemności. Z seksem wiążą się pewne istotne obowiązki, choćby obowiązek prokreacji. Warto mieć przeto to na uwadze i produkcję kolejnego potomka planować właśnie na wakacyjny czas. W tym choćby celu, powinniście zaniechać uporczywego biegania, długiej jazdy rowerem i męczących ćwiczeń fizycznych. Albo ruchano albo bieganko!

Poza tym powinniśmy dobrze jeść.

Karkówka z grilla, kufel piwa, oraz lektura jakiegoś traktatu filozoficznego, dzieł Wojtyły lub biblii na plaży (ostatecznie może być Wasz Dziennik i tygodnik Niedziela), powinny stanowić stały element waszego wakacyjnego wypoczynku. Taka codzienna dieta plus lektura, sprawią, że przybędzie nam kilka kilogramów, ale nie ma w tym nic złego.

Siła miłości, mądrości i ulegania tylko tym właściwym kultom nie tym fałszywym, sprawi że z wakacji wrócicie lepsi, wrażliwsi, szczęśliwsi i silniejsi.  Tak wam dopomóż bóg, bo tak piszą w szanowanych katolickich publikatorach! Mniej więcej tak.