Czego boi się Kopacz a co ja mam w pewnej części ciała

kopacz-150723-1100550

Na swój sposób zabawna i wdzięcznie nieporadna premier Ewa Kopacz, w wywiadzie dla jednej ze stacji radiowych, niestety tylko polskojęzycznej a nie polskiej, zwróciła uwagę na pewien istotny dla nas wszystkich fakt. Otóż pokusiła się o zdiagnozowania naszego życia w nadchodzącej zdaje się nieuchronnie epoce kaczyzmu.

icon-blackmotiv-200

Diagnoza brzmi mniej więcej tak:

„Jeśli wygrają wybory (ONI, czyli kaczyści – przyp. revel), to nasze życie nie będzie wyglądało, tak jak do tej pory. (…) Nie chcę by w moim wolnym kraju (…),  ktokolwiek urządzał mi życie – na jakie filmy chodzić do kina, jakie książki czytać i w co się ubierać”

Obawy pani premier podzielam, ale mam do tego słuszny dystans. Bowiem wiele przedmiotów dzisiejszego sporu o Polskę,  zupełnie mnie nie dotyczy, a przynajmniej mam takie wrażenie, że mnie nie dotyczy.

No, bo tak…

In vitro – będzie czy nie będzie, jakie będzie gdy go nie będzie, mam totalnie w dupie. Z różnych powodów mnie nie dotyczy.

Aborcja – teoretycznie może mnie dotyczyć (bywam w związkach formalnych i nieformalnych), ale po pierwsze nie ma takiego prawa, które by całkowicie zlikwidowało dostęp do aborcji, a po drugie biorąc pod uwagę ciągłe korki i brak jednego mostu w Warszawie, szybciej prawdopodobnie dojedzie się do Czech niż z Mokotowa na daleki Żoliborz. Szybciej i per saldo taniej. Czyli w sumie, problem aborcji lub dostępu do niej, też w zasadzie mnie nie dotyczy.

Na co mam chodzić lub nie chodzić do kina, lata mi niczym zwiędłym kalafiorem, z tej oto przyczyny, że do kina po prostu nie chodzę. I bez ingerencji PiSu wyświetlają tam teraz rzeczy od których boli głowa, a i rzyga się ze trzy dni.

Książki? Wolny świat, więc wolne żarty. Dla niejęzykowych wrócą co najwyżej romantyczne czasy wydawnictw podziemnych.

Jeśli zaś chodzi o to w co się ubierać i w czym pokazywać się na ulicy, to jakiś problem hipotetycznie może mieć typ pokroju Tomasz Jacyków, lubiący czasem paradować w sukience, ale ja?! Nigdy w życiu.

Więc skracając (bo to wakacje i nikt nie ma ani czasu, ani zdrowia czytać długich tekstów), pan premier Kaczyński z panią premier Szydło i panem prezydentem Dudą, tudzież niedoszłym prezydentem, premierem i chuj wie kim jeszcze panem profesorem Glińskim (jeśli o kim zapomniałem to serdecznie przepraszam), mogą mnie czule i serdecznie w dupę pocałować, razem ze swoją wydumaną Rzeczpospolitą o nieznanym mi jeszcze numerze.

Pani Kopacz też mnie zresztą może cmoknąć, choć z zupełnie innych powodów.

A gdyby co, bo przecież problem może nie sprowadzać się tylko do aborcji, in vitro i cenzury, to jestem w tym dość szczęśliwym położeniu, że mam ciepłe przytulisko w pewnym innym kraju. Uwaga, wszelkie cierpkie uwagi na ten temat będę banował🙂