Jak etos stał się niewiele wartą etykietą

romaszewska-150725-1100550

icon-recommended-finger-80Wybór niedorzecznika praw obywatelskich (niestety, w wielu sytuacjach jest to właśnie niedorzecznik), ze zwykłego sejmowego głosowania przekształcił się w spór personalny, co nie powinno zaskakiwać, bo w sejmie to codzienność. Istota sporu zaś polegała na tym, czy kandydatka Romaszewska to przedstawiciel i obońca Polski zaściankowej, czy może emanacja etosu, który przez lata zwietrzał. Najbardziej prosta odpowiedź jest taka, że w grę wchodzi jedno i drugie.

icon-blackmotiv-200

Cały spór zaś wziął sie stąd, iż Dariusz Joński przedstawiając z sejmowej mównicy kandydata Bodnara, śmiał powątpiewać w kwalifikacje kontrkanydatki Zofii Romaszewskiej, wdowy po Zbiegniewie Romaszewskim, znanym etosowcu i miłośniku sowitych odszkodowań za działalność opozycjną. Joński mówił:

„Rzecznik który będzie bronił tylko obywatelek i obywateli wyznających poglądy bliskie rzecznikowi, to zły rzecznik. (…) W Polsce, której zagraża autotytaryzm i coraz większe podporządkowanie moralności kościołowi katolickiemu, taki rzecznik byłby nie obrońca ale pogromca praw ibywatelskich“.

To te słowa wywołały burzę i to o dziwo zarówno na lewej jak i prawej stronie. Do obrony opluwanego dobrego imienia kombatantki Romaszewskiej, rzuciła się zwłaszcza prawica, co oczywiście zrozumiałe, bo promowanie zaściankowej Polski, to ich życiowa i dziejowa misja, zaś Romaszewska mogłaby być kolejnym etapem realizacji tej misji.

Interesującego argumentu użył bodaj poseł Mularczyk, który szczerze przyznał:

„…jeśli chodzi o zestawienie tych kandydatur – mamy do czynienia z dwójką osób kompetentnych, ale w przypadku pana Bodnara istnieje to zagrożenie, że będzie wykorzystywał swój urząd do jakichś swoich światopoglądowych ekscesów.“

Niestety poseł przestrzelił i to grubo.

Bo jeżeli istnieje podejrzenie co do stosowania „światopogladowych ekscesów“, to pani Romaszewska jest o wiele bardziej podejrzana niż Bodnar. Jeśli pominie się jej hipotetyczną i bardzo zaangażowaną walkę opozycyjną w czasach PRL (kto to pamięta i kogo dziś obchodzi zwietrzały styripian), to homofobicznych choćby wypowiedzi pani Romaszewskiej nie da się już pominąć a tym bardziej zapomnieć („…sądzę, że wszyscy mają bardzo różne prawa, natomiast ani geje, ani lesbijki, ani prostytutki, ani ktos jeszcze inny… w ogole pomysł wynoszenia tego na świat zewnetrzny jest po prostu przesadą współczesnego życia“).

Innymi słowy trudno nie przynać racji Jońskimu – przedstawiciel ksenofobicznej i zaściankowej Polski, ręcznie sterowanej przez ksenofobicznych i zaściankowych biskupów, nie może być rzecznikiem jakichkolwiek praw a zwłaszcza obywatelskich.

W tym sensie też, jedyną kwalifikacją do wyboru na to stanowisko, nie może być mocno czasem tunningowana kombatancka przeszłość. Która po pierwsze – jak wspomniałem – nikogo dziś już nie obchodzi i na nikim nie robi wrażenia, a po drugie, jest przez PiS traktowana instrumentalnie.

Nie zapominajmy, że o ile kombatactwo pani Romaszewskiej jest dla PiSu niezwykle istotne i chwalebne bardzo, to w przypadku innych osób, zdecydowanie PiSwi niemiłych, jest kompletnie nieistotne, a nawet jest okolicznością poważnie obciążającą i zdecydowanie nie przynoszącą chwały.