Towarzysz Albin Siwak też tak mawiał

gargas-150727-1150550

Niezawodna w sezonie ogórkowym Fronda opublikowała rozmowę z zazwyczaj niezawodną w tropieniu zagrożeń i zamachów Anitą Gargas. Dama owa, której – tak na marginesie – nie powstydziłby się wydział propagandy KC PZPR w swoich najlepszych czasach, postuluje natychmiastowe zamknięcie Przystanku Woodstock.

icon-blackmotiv-200

Artykuł-wywiad jest generalnie rewolucyjnie piękny i godny Trybuny Ludu, oraz Żołnierza Wolności w czasach ich świetności. Pamiętam te czasy doskonale, i pamiętam również, jak te partyjne szmatławce postulowały natychmiastowe zamknięcie i likwidację festiwalu w Jarocinie. Argumenty były mniej więcej takie, jak dziś ma pani Anita, czyli ćpają, chlają, pierdolą się po krzakach, a na dodatek słuchają niewłaściwej ideologicznie muzyki, osłabiającej w istotny sposób morale młodego polskiego, z gruntu rzeczy socjalistycznego patrioty. Jednym słowem to destrukcyjna impreza, której nie powinno być.

jarocin-84-800
Jarocin 1984. Gdzieś tu siedzę…

Nie inaczej jest i dzisiaj. Nie dość, że i te same argumenty to i zacietrzewienie identyczne to samo.

Na swój sposób sympatyczna blond-świnka Gargas uważa, że impreza powinna być zamknięty przynajmniej z dwóch istotnych powodów. Po pierwsze z przyczyn higienicznych winien zamknąć ją Sanapid i jest to o tyle dobry argument, że jak Sanepidowi dać władzę, to zamknie wszystko co mu każą, nawet siebie samego.

Po drugie zaś Woodstok powinien być zamknięty, bo absolutnie szkodliwa i toksyczna jest jego ideologiczna warstwa. To nachalna lewicowa, wręcz lewacka propaganda. Pozwala się – argumentuje dalej świnka Gargas – żeby ta propaganda mogła infekować ludzi, pozwala się, żeby robili co chcą, żeby lała się wóda i można było ćpać do woli (czyli wspomniana wyżej i zgrabnie odgrzana stara komunistyczna teza: ćpają, chlają i pierdolą się na umór). To mieszanka po prostu wybuchowa – dodaje Anita. „Owsiak wymyślił coś, co ułatwia robienie młodym ludziom wody z mózgu. I to jest właśnie przystanek Woodstock“.

Żeby zaś to wszystko uwiarygodnić, pojedyncze przypadki różnych nieszczęść (zaznaczam: pojedyncze!), interpretuje się jako prawdziwy armagedon.

Tysiące biednych, zaćpanych ludzi leży pokotem na trawie, karetki nie nadarzają w zabieraniu rannych i umierających z przepicia i przedawkowania, a wszystko to dzieje się – o zgrozo – przy milczącej aprobacie władz i współudziale mediów, które niesłusznie całą tę woodstockowa hucpę gloryfikują, jako coś wielkiego, niezwykłego i niepowtarzalnego. I z tym trzeba skończyć, bo to zbrodnia na narodzie, a zwłaszcza na jego młodym pokoleniu.

Towarzysz Albin Siwak w 1983 też tak mawiał. Brawo pani Anitko, jak się uczyć to od najlepszych!