Gdzie leży pogrzebany nonsens bycia Polakiem

polak na plazy-150731-1150550

Dokładnie pięć lat temu o tej porze byłem już na urlopie i to od dłuższego czasu. Dzięki temu uniknąłem polskiego dżdżu, oraz przewalającego się przez media okołopowstańczego bełkotu rocznicowego. Prowadziłem już wtedy bloga (revelstein.blox.pl) i na nim odnotowałem dość lapidarnie uroki bycia na urlopie poza ukochaną i umęczoną przez historię ojczyzną.

Wpisu dokonałem 29 lipca 2010 roku i brzmiał on mniej więcej tak, a nawet dokładnie tak:

„Z zagranicy Polska wygląda zdecydowanie inaczej. Jest zdecydowanie bardziej śmieszna, rzec można, że jest dramatycznie śmieszna. Widzieć Polskę z perspektywy bycia nad Wisła to zupełnie coś innego niż widzieć tę samą Polskę z perspektywy bycia nad Morzem Martwym, czy Tybrem. W zderzeniu z tutejszą rzeczywistością, polska rzeczywistość jest nierealna, niewyobrażalna, wyglądająca na głupi żart. Nikt do końca nie chce uwierzyć, że to mimo wszystko jest to kraj w środku Europy. Moja rada na spokojne i bezstresowe długie wakacje: nie mów po polsku (jeśli masz w zapasie inny język) i unikaj miejsc w którym przebywają Polacy”.

nonsens_polaka_100830Nieco wcześnie bo 2 sierpnia 2006 roku, będąc dokładnie w tym samym miejscu (wtedy jeszcze miałem tam dom) napisałem:

„Nawet w Hiszpanii nie mogę się oderwać od natrętnej polskości. Po czym poznać tu Polaków? Po tym, że bez żenady napierdzielają w komórki na plaży. Dla innych to obciach i towarzyski nietakt, ale nie dla nas. Wczoraj gościu który leżał obok mnie na piachu, przez cały czas nadawał przez komórę, drąc ryja na pół Costa del Sol. Wszędzie ciągnie się za mną odór tego kraju“.

Minęło kilka dobrych lat, a mam wrażenie, że sens obu tych notatek pozostał niezmienny i nic innego dziś pewnie też bym nie napisał. Nie wiem czy jest teraz lepiej czy może gorzej, natomiast na pewno jest niezmiennie nienormalnie. Niezmiennie też, czyli tradycyjnie, właśnie wyruszam na urlop, co akurat jest normalne.