Czego Karol nie wiedział a Staszek mu nie powiedział

dziwisz-141117-1100550

Wpadałoby w niedzielę zajrzeć (zamiast na mszę) do uporządkowanego i moralnie nienagannego świata naszych ukochanych biskupów i podejrzeć jakiejś ich jak zawsze uporządkowane myśli, jeśli tylko – nie daj boże – takie się narodziły. No, ale nie jest dobrze od razu uprzedzam, bo upały i kanikuła stanowią o bezruchu biskupich mózgów.

icon-blackmotiv-200

Jedynie niezawodny biskup Gądecki nieco się wychylił, ale przyznajmy, miał też okazję w postaci intronizacji duda-prezydenta. Biskup wypalił podczas mszy, że „Kościół nie pragnie uczestniczyć w rządzeniu Polską“. Jest to jak najbardziej prawdziwe stwierdzenie, bowiem faktycznie, nie można pragnąć czegoś, co się już ma i co się osiągnęło.

Skupmy się teraz na plotkach i medialnych manipulacjach.

Oto włoski dziennik „La Stampa” napisał, że arcybiskup Stanisław Dziwisz, dla znajomych Staszek, ukrywał przed papawojtyle dokumenty na temat plagi pedofilii, oraz seksualnego wykorzystywania seminarzystów przez księży i biskupów.

A to lewackie ścierwa! Jak oni mogą takie kalumnie na Staszka rzucać. Toż to wierutne kłamstwo!

Dziwisz niczego nie ukrywał przed papawojtyle, bo nie było po prostu takiej potrzeby. Papawojtyle doskonale bowiem o wszystkim wiedział bez Staszka i jego papierów, tylko udawał Greka i kretyna, którym bynajmniej nie był.

Nie mówię, że sam zabawiał się z dziećmi czy z klerykami, bo takich dowodów po prostu nie ma (przynajmniej na razie), natomiast mówię, a w zasadzie powtarzam to, co od bardzo długiego czasu jest już doskonale znane, że był wytrwałym i pełnym poświęcenia patronem wszystkich swoich kolegów pedofilów.

Chronił ich, ukrywał jeśli trzeba i szedł przez lata szedł w zaparte. Uwagę od wagi problemu, odciągał głosząc nawiedzone kazania, flirtując z młodzieżą (ach te ciągoty) i podróżując namiętnie po świecie z przedsiębiorstwem Vatican Travel. W ogóle robił wokół siebie sporo medialnego szumu, czym zgrabnie przykrywał afery i zbrodnie.

Włoska gazeta jednak wie swoje, i z uporem brnie w oskarżenia bogu ducha winnego Dziwisza. Pisze na przykład o zarzutach zarzutach molestowania postawionych przemiłemu arcybiskupowi Paetzowi:

„Zamiast zaangażować się, by sprawdzić te ciężkie oskarżenia, ksiądz Stanisław roztropnie trzymał w szufladzie alarmujące dokumenty, jakie mu wysłała siedem lat temu grupa księży, by poinformować go o nadużyciach ze strony arcybiskupa Juliusza Paetza, wówczas arcybiskupa Poznania, na szkodę seminarzystów. Księża, którzy wysłali list do wiadomości księdza Stanisława oczekiwali szybkiej reakcji ze strony sekretarza papieża, a tymczasem odkryli z wielkim zdumieniem, że Karol Wojtyła nie został w ogóle poinformowany o tej sprawie”.

No cóż, może i czegoś tam Staszek Karolowi nie przekazał, może coś zbagatelizował, ale naprawdę trudno uwierzyć, żeby Wojtyła, czyli facet dowodzący sprawną raczej machiną jaką jest Watykan i Kościół, facet na dodatek raczej inteligentny i w miarę spostrzegawczy, nie wiedział (i nie widział), że wszyscy wokół na potęgę ruchają dzieci i młodszych kolegów. To jest zwyczajnie niemożliwe.

Więc może dla Włochów artykuł jest i ciekawy, ale dla nas to żaden tam cymes, zwykłe trele-morele i rozumowanie które idzie złym tropem.