No i pękł nam Pęk!

Senat RP Senat RP

Jak Pęk wygląda, każdy widzi. Nie jest on moją ulubioną postacią, nigdy nią nie był i nigdy nią nie będzie, więc skrzętnie skorzystam z okazji, by go co nieco poszarpać. Tym bardziej, że sam się podkłada. Sprawa jest względnie stara, lub jak kto woli średnio świeża, ale grzechem byłoby chłopkowi popuścić.

icon-blackmotiv-200

Już wiecie, że pan senator Bogdan Pęk, dwa czy trzy dni temu zaległ grzecznie na chodniku wyścielającym korytarz sejmowego hotelu i smacznie tam zasnął. Blisko celu, bo w sąsiedztwie drzwi do swojego pokoju. Zaniepokojonym mediom wyjaśnił potem, że wbrew pojawiającym się tu i ówdzie plotkom, wcale nie był uwalony w trupa, tylko – uwaga – zmorzyła go niesłychana i niekontrolowana senność, będącą najprawdopodobniej wynikiem… niezdiagnozowanej cukrzycy.

No, cóż cukrzyca jak widać to całkiem wdzięczna choroba, wszystko na nią można zrzucić. Na cukrzycę próbował też „chorować“ swego czasu kolega Pęka Gabriel Janowski i też nikt mu nie uwierzył.

Poza tym wszyscy ci z ZSL/PSL (teraz czasem już w innych klubach, choć mentalność zostaje), dziwnym trafem cukrzycę przechodzą. W rowie leżą – cukrzyca, ciągnikiem wężykiem po wsi jadą – cukrzyca, bełkoczą z sejmowej mównicy – cukrzyca. W genach to pewnie mają.

W każdym razie jeśli chodzi o Pęka, to dużo lepiej i zdrowiej by było, gdyby zamiast chlania cały wieczór słodkiej wiśniówki i likieru kokosowego, uraczył się czymś wytrawnym. Kac byłby mniejszy, nie wspominając o wstydzie.

pek-150811-650
„Dopiero co wygrałem plebiscyt na najlepszego parlamentarzystę. Ludzie głosowali w Małopolsce“

Ale pan senator to zacięty zawodnik, taki kogut niczym senator Kogut, i z wyjątkowym uporem brenie jednak w wątek medyczny.

„Po prostu zemdlałem – tłumaczy pan senator. Szedłem z kilkoma kolegami, parę minut wcześniej rozmawiając z nimi normalnie. Rozstaliśmy się praktycznie w windzie. Dowiedziałem się o wszystkim na drugi dzień. Rano obudziłem się w łóżku. Wprowadzili mnie posłowie do mojego pokoju.“

Coś tu nie gra, a z pewnością koledzy pana Pęka to skończeni idioci i kretyni. Bo skoro facet nagle traci przytomność, to się wzywa lekarza, a nie odstawia gościa do pokoju i rzuca na wyro niczym worek kartoflii, zostawiając na pastwę losu. Tymczasem lekarza nie było! Pierwszy więc dowód na to, że ta tajemnicza choroba, to żadna tam cukrzyca, tylko najpewniej tak zwane upojenie alkoholowe.

Pan senator mimo to się nie poddaje i przekonuje jakiegoś nieprzekonanego jednak żurnalistę:

„Przecież pan mnie zna 20 lat. Słyszał pan kiedyś, żebym się zachlał, albo przewrócił gdzieś? Ja prawie nie piję, a poza tym mam – jak to mówią – mocną głowę“.

No kurcze, myślę sobie, skoro gość nie pije, a jeśli już to symbolicznie na imieninach u cioci i pod wigilijnego karpika, to skąd do kurwy nędzy może wiedzieć, że ma mocną głowę? Kochani, to się kupy nie trzyma.

I jeszcze jeden argument, który zamiast bronić dokumentnie pogrąża.

„Dopiero co wygrałem plebiscyt na najlepszego parlamentarzystę. Ludzie głosowali w Małopolsce“

Hola, hola, tu już senator przesadził i takimi bajkami to może co najwyżej dzieci usypiać.

Bo jak się w Małopolsce startuje w zawody, plebiscytach i wyborach, i się je wygrywa, a się je wygrywa, bo się jest ulubieńcem małopolskiego chłopstwa małorolnego i okolic, to nie można być abstynentem!

To moralnie niedopuszczalne. Tam niepijących nie szanują, tam o niepijących mają jak najgorsze zdanie. Zapytajcie Koguta, on wam to potwierdzi.

Więc panie Pęk te historyjki o wychowanym w trzeźwości arcy porządnym chłopku senatorze, to pan sobie możesz opowiadać, ale nikt w nie nie uwierzy. Trzeba się po prostu przyznać, tak zwyczajnie, po męsku, że dało się nieziemsko w palnik, no ta ziemia spod nóg się osunęła. Nie pan pierwszy pisowiec lewitował z przepicia na chodniku, na trawniku, w fontannie, czy w hotelowym basenie. Więc dość już gamoniu tych bajeczek o cukrzycy. Nie pękaj pan panie Pęk!