Czy jest ktoś przeciw, bo nie widzę?

duda-150821-1100550

Duda-prezydent na rozkaz z Nowogrodzkiej próbuje nam zafundować kolejne z dupy wzięte referendum i jedyne co pozostaje to nadzieja, że być może to stado baranów zwane senatem, na moment otrząśnie się z letargu i głupi pomysł jednak uwali.

icon-blackmotiv-200

Powiedzcie mi bowiem, co za sens jest pytać ludzi w referendum o to, czy są za obniżeniem wieku emerytalnego? Czy ktoś jest przeciw? Jeśli tak, to ręka do góry. Równie dobrze można zapytać czy chcesz likwidacji ZUS i w zamian państwowej emerytury gwarantowanej w wysokosci 5 tysi na łeb. Czy jest ktoś przeciw? Nie widzę, nie słyszę!

W obowiązku szkolnym dla sześciolatków nie dostrzegam w ogóle żadnego problemu, a pytanie o to w referendum, uważam za zwykłą hucpę i wychodzenie naprzeciw spaczonym gustom pewnego pierdolniętego małżeństwa. Nie czuję też problemu lasów państwowych, i sensu pytania o to, czy jestem za ich ochroną przed prywatyzacją, bo nikt takiej prywatyzacji, zwłaszcza na wielką skalę, nie szykuje. Więc po chuj pytać o coś czego nie ma?

Myślę sobie, że gdyby pan prezydent, robiący w tym wypadku za wyjątkowo wredną pisią gębę, czyli swoją gębą firmujący ich gębę, chciał się nieco przypodobać i nazbierać punktów, nie tylko u durnego pisiego elektoratu, to czemu nie pyta o poważniejsze sprawy? Na przykład sens nauki religii w szkołach. Czemu nie zapyta, czy jesteśmy dalej gotowi bezwarunkowo utrzymywać kościół; czemu nie zapyta o sens dalszego utrzymywania setki patentowanych nierobów, a na dodatek przygłupów i prostaków (vide Kogut), dumnie nazywających się senatorami; czemu nie zapyta o samego siebie, czyli drodzy obywatele powiedzcie szczerze, czy ja jestem w ogóle potrzebny, czy może tak pasuję do tego państwa jak pieść pasuje do nosa. O to pytajmy, jeśli chcemy naprawdę naprawiać to państwo. Ale ten prezydent w życiu o to nie zapyta, z powodów doskonale wiecie jakich.

Poza tym, tu nie chodzi o pytania, a jeszcze mniej o odpowiedzi na te pytania.

To nikogo w ostatecznym rachunku nie będzie obchodziło. Chodzi jedynie o cyrk, a PiS wrobieniu cyrku, trzeba przyznać jest mistrzem. No, bo jeśli ów senat uwali pomysł tego referendum (rachunek sił wskazuje, że uwali), to PiS ma mocny przedwyborczy argument w ręku. „Patrzcie chcieliśmy, my dla Was wszystko, ale te przekupne chuje będące teraz jeszcze u władzy to uwaliły”. Jeśli dojdzie do referendum, to zmobilizuje ono jedynie zwolenników PiS, to oni przede wszystkim pójdą do wyborów, co z kolei zakłóci proporcje a byc może w ogóle ich sens, ale o to generalnie pisiakom chodzi. W tej grze odpowiedzi na referendalne pytania, w ogóle nie mają tu znaczenia.

Mamy więc takie oto widowisko, które w sposób wyjątkowo cyniczny firmuje pan duda-prezydent. Pisi prezydent kierowany przez pisiego Prezesa. Jeśli jest prawdą że tydzień temu dostał porządną zjebkę, że nic w sprawie nie robi, no to właśnie robi. 

Dodatkowo, można powiedzieć w promocji, funduje nam żenujące widowisko pod tytułem orędzie, gdzie machając nieporadnie łapkami, wystawia na widok publiczny swoją podejrzanie świecącą się buźkę, z błyszczącymi, jeszcze bardziej podejrzanymi oczkami, które niewiele dobrego wróżą, i z dewocyjno-rewolucyjną zaciętością przekonuje całkiem nieszczerze, że to wszystko niby dla naszego dobra. A wszystko to na dodatek przy kolacji.