Satysfakcja może i jest, ale jakaś taka niepełna.

wesolowski-150828-1100550

Wiadomość o śmierci arcybpa Wesołowskiego jest o tyle smutna, że gość nie doczekał się wymierzenia mu bolesnej sprawiedliwości. Chodzi o takie zwykłe chlastanie po ryju, kopanie po dupie, wyrywanie paznokci i przypiekanie rozgrzanym żelazem. Żeby bolało po prostu.  Niestety, ten cwaniak, wziął i uciekł.

Satysfakcja może i jest, ale jakaś taka niepełna.

Wesołowski zmarł dziś rano w Watykanie, ale jak na razie nie podano żadnych szczegółów śmierci. Chłop był w stresie  niewątpliwie, bo z początkiem lipca rozpoczął się jego proces, ale tak jakby się jednak nie rozpoczął. Bo Wesołowski nie stawił się na pierwszej rozprawie,  uciekając obłożnie chory do szpitala (klinika Gemelli). Rozprawę więc odroczono,  czekając na ozdrowienie popaprańca.

Kilka dni potem Wesołowski ze szpitala wyszedł,  wesolutki i w podskokach, niby dalej obłożnie chory,  ale na pierwszy rzut oka zdrowiutki niczym ryba. Posiadywał w knajpach, popijał winko i zagryzał kawą, ucinał sobie pogaduszki z kolegami, prawdopodobnie takimi samymi pedofilami jak i on. Taka watykańska normalka jednym słowem.

I tu nagle taki pech!

Nie należy wykluczać iż rzeczywiście trafił go szlag. Serce nie wytrzymało jak się dowiedział, że wyrok jaki dostanie,  to na przykład chemiczna kastracja plus wyłupienie oczu, żeby już więcej nie oglądał pornosów z dzieciakami. Ale również niewykluczone – to taka odwieczna watykańska tradycja – że ktoś umrzeć mu pomógł.

No bo jeśli prawdziwe są plotki o tym, że Wesołowski się odgrażał, że jak tylko stanie przed sądem,  to pojedzie po bandzie, że przez dwa dni będzie wymieniał z imienia i nazwiska,  który z kardynałów, arcybiskupów i biskupów ile dzieci wyruchał, który odwiedzał go na Dominikanie tylko w wiadomym celu i który trudnił się eksportowaniem żywego towaru z Afryki na użytek i ku uciesze, to ta nagła śmierć jest o wiele bardziej zrozumiała. Czyli zagrożenie wyeliminowano, proceder może kwitnąć dalej. A summa summarum – jeden chuj mniej!