RECEPCJONISTA (na smyczy)

duda-150902-1100550

Kurski, ale Jarosław, w komentarzu na łamach Wyborczej, ma pretensje (słuszne) do Duda-Prezydenta, że ten świadomie i z premedytacją uczestniczy w wymazywaniu (‚gumkowaniu“) Lecha Wałęsy z kart historii Solidarności. Dowodem na jest choćby to, że podczas swojej przemowy na rocznicy związku, nawet o Wałęsie się nie zająknął.

Wielokrotnie tu już zaznaczałem, że Wałęsa to nie za bardzo człowiek z mojej bajki, przede wszystkim zaś prostak i z wiekiem coraz większy megaloman, a za takimi ludźmi po prostu nie przepadam. Ale cham czy nie cham, swoje pięć minut w historii miał i to trzeba uszanować.

Uznaje więc fakt taki, iż Lech Wałęsa był symbolem Solidarności, tej prawdziwej nie tej będącej własnością gangu Dudów, i symbolem tym winien pozostać po wsze czasy.

Tymczasem Duda o tym ani mru mru i nie wiem, czy zabrakło wiedzy, odwagi czy może też klasy. Do tego na dokładkę, w grę wchodzą olbrzymie i wręcz niewyczerpane pokłady zawziętości i niezrozumiałego zupełnie politycznego rewanżyzmu. To splot pewnie wszystkich tych czynników, plus charakter pana prezydenta, coraz bardziej dający o sobie znać.

Pisze Kurski:

„Tak, Panie Prezydencie, po prostu się nie godzi. Wałęsa to nasz symbol znany na całym świecie. Recepcjonista hostelu w Tanzanii (…) nie wiedział wprawdzie, gdzie leży Polska, ale wręczając klucze do pokoju, powtarzał jedyne znane mu polskie nazwisko: Waleza, Waleza. Pan wie, gdzie leży Polska, nie jest recepcjonistą w Tanzanii, tylko naszym prezydentem, a mimo to nie wymienił Pan nazwiska przywódcy największego bezkrwawego zrywu Polaków w II połowie XX w.“

Być może w tych dwóch zgrabnych zdaniach Kurskiego, tkwi rozwiązanie całej tajemnicy. Bo moim skromnym zdaniem jest tak, i coraz więcej na to wskazuje, że bycie recepcjonistą, to de facto szczyt możliwości pana Dudy. Ma ku temu pewne atuty, bo jest w miarę gładki, nie za niski, ponoć posługuje się angielskim i potrafi wykrzesać z siebie wymuszony uśmiech – czyli ma wszelkie cechy przydatne recepcjoniście, nawet niekoniecznie w hotelu w Tanzanii, choć na początek Tanzania byłaby najbardziej wskazana. Pod warunkiem oczywiście, że nie będzie obrażał gości, co wcale aż tak pewne nie jest.