Jest tyle rzeczy ciekawych do robienia w niedzielę

referendum-150906-1100550

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jednak cosik zesrało się te referendum. Olewają je ludzie, olały je nawet media, w zwłaszcza telewizje, które nie przewidują żadnych ekstra wieczorów referendalnych, żadnych wyników exit poll po zakończeniu ciszy. Wszyscy mają to w tyłku.

Efektem jest również frekwencja, bo jak na razie to dobre i mocne piwo ma zdecydowanie więcej procent.

Coraz mniej też, a w zasadzie zupełnie niezrozumiała jest polityka tak zwanej ciszy, bo nikt normalny nie jest w stanie zrozumieć czemu ona tak naprawdę służy. To gra w ciuciubabkę, bo wszyscy i tak to obchodzą, w coraz mniej zresztą zakamuflowany sposób. Widać to zwłaszcza przy budzących dużo więcej emocji wyborach parlamentarnych.

Chciałbym jako wyborca, by także w dniu głosowania mnie agitowano i przekonywano do pewnych opcji i racji, lub do pewnych partii, właśnie dlatego, że jest to dzień w którym rzeczywiście podejmuję jakąś decyzję. Zresztą są kraje o zdecydowanie czasem wyższym poziomie demokracji, które żadnych wyborczych cisz nie mają. Jest tak m.in. w Stanach, Anglii, Niemczech, Austrii czy Danii. My jesteśmy na poziomie jakiegoś Hondurasu, gdzie też straszą więzieniem i jakimiś z dupy wziętymi karami.

Poza tym ludzie, po co wam to referendum?

I tak będzie wszystko po staremu. Partie będą doiły kasę tak jak doiły, a JOWy? Otóż jeden chuj mniej więcej, bo i tak ten sam lewus co i dzisiaj, zapewne za waszym przyzwoleniem dalej będzie grzał dupę na Wiejskiej. Bo z przyzwyczajenia wybierzecie tego samego  głupka co zwykle, bo on się też się przez lata okopał i żadne zasrane JOWy mu nie straszne. Lejcie na to jednym słowem. Jest tyle rzeczy ciekawych do robienia w niedzielę.