Gości witam, ale legitymację religijną niech zostawią za drzwiami

modlitwa-150907-1100550

Biskup Hoser, to słynący z gościnności i miłości bliźniego gość. Każdego przybysza przytuli, pogłaszcze a nawet obedrze ze skóry, z katolicka żarliwością i konsekwencją. Nic dziwnego więc, że opowiada się za tym, by „udzielić gościnności“ uchodźcom, pod warunkiem wszak, że będą to chrześcijanie. Żadnych konkurencyjnych religii i sekt jednym słowem.

Z pewnym bólem, zmuszony jestem pod pewnymi względami z biskupem się zgodzić i przyznam, że strasznie mnie to boli. Ale takie jest już życie, raz daje w dupę, raz w szczękę.

Hoser mówi:

Prawdopodobnie Europa będzie muzułmańska, to nie ulega wątpliwości. Jeżeli te tendencje się nie zmienią, jeżeli dzietność Europejczyków będzie taka słaba, że nie ma zastępowalności pokoleń, wówczas będzie to muzułmańska Europa, w której chrześcijanie będą mieli taką rolę, jaką mieli dotychczas na Bliskim Wschodzie.

Powiem tak, jeśli zwycięży nie zawsze zrozumiała poprawność, to ta Europa pewnie będzie muzułmańska. Z pewnego punktu widzenia, jest mi to jednak zupełnie obojętne (a jest mi obojętne, bo tego raczej nie doczekam), zwłaszcza zaś jest mi obojętne, czy rano nad głową będzie mi napierdalało kościelny dzwon, czy może ryja będzie darł charczący muezin.

Oczywiście nie ulega żadnej wątpliwości, że jeśli – hipotetycznie – mam jednak jakikolwiek wybór, to wolę jednak starych pedofilów ze swoimi fobiami, niźli młodszych zoofilów ze swoimi bredniami. W tym też sensie jestem za rozważnym otwieraniem ramion (i granic) przed uchodźcami, którzy szturmują nas (bo Europa to my) każdego dnia, włażąc wszelkimi możliwymi otworami.

Jest poza tym cała masa względnie spokojnych a nawet względnie bogatych państw arabsko-islamskich, które powinny się również otworzyć na uchodźców. I gdzie z pewnością znaleźliby oni, znacznie bardziej sprzyjający klimat kulturowo-religijny.

Taka choćby Arabia Saudyjska, gdzie wielkie pieniądze sąsiadują z wielkimi, kompletnie nie zasiedlonymi jeszcze przestrzeniami. Czas by Saudowie również pochylili się nad losem współbraci i przygarnęli najbardziej potrzebujących. Hoser niechaj przytuli chrześcijan, mułła Al-Bark niech przygarnie muzułmanów.

Choć z tymi chrześcijanami to jest tak – tu postawię się panu Hoserowi – że mamy tych własnych pod dostatkiem, a nawet nieco za dużo. Więc ten ewentualnie nowy zaciąg, jeszcze bardziej zaburzy zaburzone już proporcje.  Zamiast być ich coraz mniej, będzie ich niestety coraz więcej.

I bardzo proszę, nie oskarżajcie tu mnie o jakiś rasizm, bo to z rasizmem kompletnie nie ma nic wspólnego.
Nie mam bowiem nic przeciwko kolorowi skóry, ani nawet długości nosów, czy bród, bronię się jedynie przed religią (każdą), która mi nie odpowiada i zagraża nie tylko komfortowi mojego życia ale i jego bezpieczeństwu.

Nie przemawia również do mnie argument, że trzydzieści lat temu nas, ówczesnych uchodźców, przyjmowano wszędzie (no, prawie wszędzie) z otwartymi ramionami. To prawda. Acz jest drobna różnica, polegająca na tym, że my byliśmy stąd i nie nieśliśmy w torbie żadnego religijno-kulturowego zagrożenia.

Nie musieliśmy się asymilować, bo byliśmy cywilizacyjnie tożsami. Byliśmy Europejczykami, tylko mieszkającymi parę kilometrów od centrum.

Nie przypominam sobie zaś, abyśmy emigrowali i schronienia masowo szukali w Syrii, Afganistanie czy Iraku. Nie jesteśmy więc w stanie ocenić, jak oni by nas przyjmowali. Czy aby z otwartymi ramionami, czy aby chlebem, solą i kebabem? Tak samo, czy może jeszcze gorzej?

Innymi słowy znakomicie rozumiem wszystkich tych Polaków, którzy nie chcą być poprawni politycznie, którzy zamiast uśmiechu na ustach i wyciągniętych rąk na powitanie, mają dalekie od zadowolenia  miny i słuszne obawy.

Entuzjastów zapraszam zaś, i edukatorów poprawności, na miesięczne chociaż przymusowe pomieszkanie w niektórych dzielnicach Paryża, Hamburga czy Londynu. Trzeba wyjść ze swoich ciepłych mieszkań bezpiecznych mieszkań gdzieś na Ursynowie, czy z willi Konstancina i zmierzyć się z problemem.