Niepokojący deficyt krzyży

krzyz-150915-1100550

Rozbawił i na swój sposób rozczulił mnie biskup Mendyk. Mendyk jest z tych mend, co to zowią się Episkopatem Polski, a on wśród nich szefuje komisji wychowania i wyrachowania. Gość nagle obudził się z letargu i z nowym rokiem (szkolnym) wziął się do liczenia krzyży. 

No, dobrze ale czym mnie tak naprawdę rozbawił? Ano tym, że zaapelował o obecność krzyża… we wszystkich salach w szkole. Sorry, ale czy coś jest nie tak, czy jest inaczej?

Bo mnie się wydaje, że nie ma w już Polsce klasy, w której by nie zwisał krzyż, wliczając w to także sale gimnastyczne. A wielkość krzyża jest z reguły wprost proporcjonalna do częstotliwości wylizywania dupy przez dyra miejscowemu klesze lub biskupowi.

Więc po mojemu, w ogóle nie ma problemu z niedomiarem krzyży, a jeśli już, to z nadmiarem. Więc albo kolega Mendyk żyje w jakimś innym kraju, albo jest kompletnie oderwany od rzeczywistości, buja w obłokach i nigdy nie był w jakiejkolwiek polskiej szkole.

Księże biskupie, zapewniam, że krzyży w polskich szkołach jest w chuj dużo i naprawdę brak już miejsca na ścianach, żeby kolejne dokładać. Podobnie jest w Wojtyłą, acz tu bywa, że występują jeszcze braki i portrety naszego świątka nie we wszystkich klasach straszą ze ścian. Prosiłbym przeto – jeśli mogę – o pilne zlustrowanie tego problemu, a także zlustrowanie dyrekcji tych placówek oświatowych, w których deficyt obywatela świątka jest oczywisty.

Nie może tak być, że w szkołach wisiał już Gomułka, Cyrankiewicz i Jaroszewicz (Rokossowskiego to już tylko nieliczni pamiętają), a w nowych czasach ze ścian nie spoziera duch Wojtyły, ich następcy na tronie duchowego przywódcy narodu. To prawdziwy skandal.

A skoro jestem przy głosie, to pragnę pana biskupie drogi zapewnić, że absolutnie i bez zastrzeżeń zgadzam się ze stanowiskiem Episkopatu (a więc także i pana), iż:

„Młodzi ludzie potrzebują autorytetów i przewodników duchowych, a nimi są księża biskupi”.

To w dzisiejszych trudnych czasach rzeczywiście elita narodu, a taki na przykład (nie żyjący już niestety, co za szkoda i ubytek) biskup Wesołowski, czy cieszący się ciągle dobrym zdrowiem biskup Paetz, mogliby być absolutnie bezdyskusyjnym przykładem, przewodnikiem, a nawet półprzewodnikiem, oraz wspaniałym wychowawcą młodego pokolenia. Inni biskupi tez maja swoje niewątpliwe zasługi, acz nie sa przynajmniej na razie takimi symbolami, rzecz można ikonami kościoła jak dwaj wspomniani wyżej.  Oni o młodych i bardzo młodych wiedza wszystko, rzec można dogłębnie i doustnie.

Tak, więc jeśli w kwestii krzyży jestem mocno sceptyczny, to już kwestii „autorytetów i przewodników duchowych”, jestem jak najbardziej  za i nawet niekoniecznie przeciw.