Mało brakowało a nie mielibyśmy prezydenta

londyn-150916-1100550

Wczorajsza wypowiedź Duda-Prezydenta podczas spotkania z dziennikarską polonią mogła mieć – poza niesmakiem jaki miała – zupełnie niespodziewane konsekwencje. Wszystko na nieszczęście rozeszło się po kościach, ale przez moment było groźnie.

Rzecz w tym, że wspomniany prezydent, jak już się z tymi żurnalistami spotkał (dla jasności: było też spotkanie z polonią, gdzie średnia wieku uczestników, to mniej więcej suma lat pana prezydenta i małżonki), to wygłosił zdanie które zabrzmiało niczym zawoalowana prośba o przyznanie azylu politycznego.

„Ja nie mam dzisiaj odwagi powiedzieć: wracajcie do kraju. Czy jest więcej miejsc pracy, czy łatwiej prowadzić działalność gospodarczą, czy obciążenia są mniejsze? Ja tych zmian nie widzę. Polski rozwój jest głównie w statystykach. Powiem wam, że ja sam nie mam odwagi wracać do tego kraju“

W kuluarach sytuacja stała się jeszcze bardziej gorąca, bowiem zaraz po wystąpieniu Andrzej Duda, oznajmił zaskoczonym współpracownikom, że pierdoli to wszystko i zostaje w Londynie. Wybiera emigrację, tak jak jego tułający się po świecie w poszukiwania chleba rodacy.

Stojący obok gospodarz spotkania i gastronom w jednym, który wszystko sponsorował, natychmiast zaoferował panu Andrzejowi miejsce na zmywaku w swojej knajpie, i to od ręki, jednak w mig z propozycji się wycofał. Zrozumiał bowiem, że mogła to być mało jednak atrakcyjna propozycja, zwłaszcza że obok gary by myli pewien Senegalczyk wyznania muslim, oraz Palestyńczyk, nie dość że też muslim to jeszcze gej. Polak i chrześcijanin pełną gębą, mógłby w takiej sytuacji czuć się mało komfortowo. A to na dodatek jeszcze prezydent a nie jakis wał spod Wąchocka. Ten wariant wiec odpadał.

O wiele lepsza była propozycja przyjęcia stanowiska baristy w Starbucksie (pan-prez za młodych lat takie rzeczy czynił), ale do konkretów nie doszło, bo zainterweniował minister Szczerski. Kazał knajpiarzowi spierdalać, a sam wziął prezia na słówko. Skończyło się tym, że Duda jednak wraca nam do kraju, a przykry epizod emigracyjny, będzie tylko przykrym epizodem, do szybkiego wymazania z pamięci i oficjalnego życiorysu.

A tak swoją drogą ten knajpiarz to miał łeb. Gdyby się rakiem nie wycofał, mógły zrobić jeden z najlepszych interesów w swoim życiu. Wyobrażacie sobie bowiem jakie tłumy waliłyby do tej knajpy, gdzie na zmywaku stoi prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej? A poza tym jest w tym również jakaś historyczna logika. Polska zniewolona i zrujnowana, prezydent przeto winien być na uchodźstwie i najlepiej właśnie w Londynie jak nakazuje tradycja.