Mandatu naszego powszedniego racz nam dać panie

radar-150919-1100550

Początkowo sprawę tę zbagatelizowałem, no bo wydawało mi się, że to żaden tam mandat. Ocknąłem się jednak, bo dotarło do mnie, że nie taki to znów zwykły mandat, tylko polityczny. Poza tym, nie można ot, tak sobie przejść obok i  nawet słówkiem nie wspomnieć o niezwykle etycznej postawie pani przyszłej-premier. Mogę z czystym sumieniem przeto powiedzieć, że wzruszenie które mnie z tego powodu dopadło, wprost nie pozwala mi chwycić państwa za gardło.

A o co tak naprawdę chodzi? O to, że pani przyszła premier (to wersja która nadal obowiązuje) z powodu przekroczenia prędkości, została ukarana mandatem. Jako posłanka mogła rzecz jasna kazać się policji dymać i spierdalać na najbliższe drzewo, ale tego nie zrobiła, bo dlaczego nie skorzystać z okazji, która aż się prosi żeby z niej skorzystać?

Pani poseł więc (i przyszła premier, ta wersja nadal obowiązuje) widowiskowo zrzekła się immunitetu i z radością poddała karze 200 zetów plus punkty.

„Zrzekłam się immunitetu, żeby zapłacić mandat za przekroczenie prędkości. Kierowcy może się to przytrafić, ale trzeba uważać”

Wzruszająco szczere i moralnie głębokie!

Każdy zdrowo myślący Polak potwierdzi więc, że trafiła nam się oto wspaniała pani premier i swój zachwyt jej postawą ów Polak wyrazi odpowiednią swoją postawą nad urną za nieco ponad miesiąc. Bo Beata Szydło mili Państwo, to chodząca (a w zasadzie jeżdżąca) klasa sama w sobie, odpowiedzialność, urok, wdzięk i praworządność plus bezpretensjonalność.

Zostawmy jednak na boku propagandową papkę. Bo jeśli chodzi o ocenę tego całego wydarzenia, to są dwie szkoły: otwocka i wołomińska.

A więc jak to mogło wyglądać naprawdę?

Szkoła otwocka mówi, że ten cały mandat, a w konsekwencji wniosek o uchylenie immunitetu, to pic i fotomontaż, czyli zwykła ustawka. Kampanijny teatrzyk dla naiwnych, zaś co jak co, ale ustawki to PiS umie ustawiać. Nie takie rzeczy robili a gawiedź to łykała bez popicia.

Szkoła wołominska z kolei twierdzi, że Szydłowa grzała rzeczywiście na złamanie karku i to dozwolone 70 na godzinę, przekroczyła przynajmniej o drugie tyle, a kto wie czy przy okazji nie była napromieniowana. Zaczęło więc być nierzyjemnie i poszedł więc targ, żeby sprawie łeb ukrecić, no bo jak to tak, przyszła premier (to wersja nadal obowiązujaca) a tu chcą jej prawo jazdy zabrać?

Więc po tych targach jedni się posuneli trochę (zeszli z wysokości tego przekroczenia) i drudzy też się nieco posunęli, bo przyrzekli, że jak pierwsi się posuną, to oni przyznają się do winy i nawet mandat zapłacą, a dobra wola „organów” nie zostanie zapomniana (nie wierzcie im, PiS nigdy nie dotrzymuje słowa). Szybko też skumali, że to dobry interes bo świetnie da się wykorzystać pijarowo. Sprawę przeciągano celowo (wykroczenie było w maju), bo chodziło o to, by jej finał był jak najbliżej wyborów i elektoratowi pozostał we wdzięcznej pamięci. No, bo jak ma pani premier Polskę naprawiać, skoro sama nie potrafi się naprawić? Jak widać potrafi, a nawet pokajać się potrafi.

Osobiście bliżej mi do Wołomina, choć – przyznaje – to wyjatkowo zaśmiergła dziura, rządzona przez obleśnych typów. Wystarczy powiedzieć, że Sasin tam bywa. Wy macie jednak niekrępowane prawo wyboru. Wybierzcie wersję, która wam bardziej odpowiada.

A na koniec dwie skromne jeszcze uwagi.

Raz: jak już PiS dojdzie do tej władzy, to nie chciałbym być w skórze tych dwóch skurwysynów w radiowozie, co celują suszarką i nie wiedzą do kogo celują. Z jakiej choinki te chuje sie urwały i kto nimi dowodzi?

Dwa: dobrze, że padło na Szydło, a nie na przykład na Jarka. Bo on nie dość, że dostałby mandat za przekroczenie prędkości, to jeszcze drugi za prowadzenie pojazdu bez wymaganych uprawnień. I to dopiero byłby wstyd i kłopot.