Taki sobie niby weekend, a jak cieszy!

radwanska-150927-1100550

To był dobry początek weekendu dla Polski. Oczywiście tej prawdziwej Polski, która chce i potrafi cieszyć się z sukcesów Prawdziwych Polaków. Niestety, chodzi tylko o sport, ale zawsze lepszy rydz niż nic.

Przede wszystkim w turnieju w Tokio zwycięstwo odniosła katolicka sportsmenka Agnieszka Radwańska. Pokonała w dwóch setach jakąś Belindę Bencic, co ponoć jest sukcesem wyjątkowym. Oczywiście nazwisko tej Bencic nic mi nie mówi (sportowym jestem abnegatem), ale nazwisko Radwańskiej już coś mi mówi, bo kojarzę ją jak najbardziej, przede wszystkim z publicznej wyznawanej miłości do Jezusa, czyli pewnego żyda z Galilei.

To niestety nie wystawia jej najlepszego świadectwa, no bo jak Polka katoliczka i na dodatek patriotka, mająca tak charyzmatycznego ojca jak Robert, może podkochiwać się w żydzie. Czyżby nie wiedziała ile krzywd narobili ci żydzi Polakom? I nic nie zmienia fakt, że szybko przerzuciła się na jakiegoś trenera, ponoć nie żyda, a potem na pewną lesbijkę też nie zydówkę, ale niestety Czeszkę. Błąd pozostaje błędem.

Ale oczywiście w świetle tych sukcesów które Agnieszka odnosi (ciągle nie założyła rodziny, a to plus ujemny niestety), te jej błędy i niezręczności tracą na znaczeniu. Bo przecież w sumie najważniejszym jest, że jej sportowe sukcesy, odnoszone na chwałę i sławę katolickiej Polski, katolicki naród cieszą i utrzymują w jakiej takiej kondycji psychicznej.

Ale to nie wszystko.

Bowiem wyobraźcie sobie, że inny katolik, rzec można nawet katolib, wierny sługa boży Adamek, pokonał celebrytę, leminga i grzesznika Saletę. Pokonał go zresztą z boską pomocą, bo ów bóg Saletę pokarał kontuzją barku, przez co nie mógł się bronić przed sprawiedliwymi ciosami owego Adamka. Czyli bóg nierychliwy, ale jednak sprawiedliwy, dobro musi pokonać zło, a wiara nicość.

Adamek już zamówił mszę dziękczynną na dzisiejsze popołudnie, by podziękować najwyższemu za opiekę i za siłę którą mu dał, by pokonać bezbożnika. Biskup łódzki Jędraszewski (czy jakoś tak) obiecał, że tę mszę będzie koncelebrował (czy jakoś tak).

Patrzcie więc… Jeden marny weekend a ile powodów do zadowolenia, ile dumy z ojczyzny.

A na dodatek dziś jeszcze walczą koledzy pedaliści (sorry, wiem że niektórym wszystko źle się kojarzy) i jest szansa, że może Polak wszystkich ich ogra. Oczywiście lepszy byłby Majka niż ten Kawiatkowski, bo Majka zdecydowanie większej jest wiary, mimo że w ruskim timie jeździ. No, ale jak wygra Kwiatkowski, to też jakoś będzie. Zawsze można mu dorobić w zyciorysie, długoletnie ministrantowanie, albo udział w pięciu pielgrzymkach. Jeszcze Polska nie zginęła…