Były poznańskie słowiki zostały tylko barany

poznan-150930-1100550

Po dłuższej przerwie kontynuujemy serial o Poznaniu. Niestety, pomimo nadludzkich czasem wysiłków prezydenta Jaśkowiaka, Poznań nie może uwolnić się od wizerunku zbiorowego psychiatryka. Co chwilę ujawnia się jakiś pacjent wymagający leczenia, permanentnej opieki i rehabilitacji. Panie i Panowie oto chluba Poznania, Michał Grześ, radny Prawa i Sprawiedliwości.

icon-blackmotiv-200

W kronikach tego szacownego kiedyś miasta, radny Grześ zapisze się tym razem brawurową obroną uczuć ludzi wierzących. Radny zauważył bowiem ze zgrozą, że poznańskie MPK w sposób celowy obraża uczucia religijne katolickich pasażerów.

radny
radny Michał Grześ. Jeśli klikniesz to powiększysz tego barana

Lektor wymieniający kolejne przystanki, posługuje się nazwą  „Baraniaka” co jest oczywistym dowodem przestępstwa. Nazwa ta tymczasem powinna być odczytywana przez lektora z powagą,  godnością i należnym szacunkiem, a nie nonszalancko i obraźliwie.

Czyli  żaden tam przystanek „Baraniaka”, tylko „Arcybiskupa Antoniego Baraniaka”. Pan Pisior w tej bulwersującej sprawie złożył już nawet interpelację do prezydenta miasta.

Co więcej ów Grześ zamierza zlustrować wszystkie poznańskie przystanki, bowiem ma podejrzenia,  iż pan Baraniak jest wyjątkowo dyskryminowany. Jako przykład podaje nazwę przystanku „Rondo Jana Nowak-Jeziorańskiego”,  która to nazwa podawana jest w pełnym brzmieniu. Tak więc jakiś tam Nowak może być odczytywany z honorami a Baraniak już nie? Tak być nie może – dowodzi Grześ – bo „kim był ten cały Nowak Jeziorański? Na tle arcybiskupa Baraniaka nikim!”

Powiem tak… Nie wiem kim był, poza tym że był biskupem ten cały Baraniak, nie wiem i nie chcę wiedzieć,  bo serdecznie to pierdole, ale wiem na pewno, że wyjątkowym baraniakiem, a nawet baranem jest ów Grześ.

Zresztą to nie pierwszy atak schizofrenii pana radnego PiS. Jakiś czas temu podjął on osobistą wojnę ze słoniem z poznańskiego zoologa, który to słoń – zdaniem pana Grzesia – miał skłonności homoseksualne. Radny domagał się odseparowania zboczeńca, a potem nawet jego odstrzelenia, „bo nie po to wydawaliśmy 37 mln zł na największą w Europie słoniarnię, aby mieszkał w niej słoń gej” – grzmiał na posiedzeniu miejskiej rady.

I to jest właśnie ten moment, kiedy człowiek obserwując zachowanie takiego Grzesia, strasznie żałuje, że tylu zdolnych polskich psychiatrów wyjechało do Anglii leczyć tamtejszych czubków.