Pięćdziesiąt twarzy Pięty

pieta-151010-1100550

Jaki jest przepis na Polskę czołowego sejmowego głupka Stanisława Pięty? Żadnego lewactwa, ale chrześcijańska tożsamość i silna gospodarka! Niestety, jest to przepis mało oryginalny, tak jak mało w sumie oryginalnym głupkiem jest (a w zasadzie był) na tej Wiejskiej pan Pięta. A ponieważ był tam aż trzy kadencje, należy wnosić z tego, że Polacy po prostu kochają idiotów, zwłaszcza tych głupszych od siebie. Gdyby było inaczej, to przynajmniej 10% posłów byłoby normalnymi ludźmi, a tak niestety nie jest i pewnie nie będzie.

Oczywiście piętowa wizja Polski jest zdecydowanie mało skomplikowana, tak jak i mało skomplikowany jest autor tej wizji. To znaczy skomplikowany jest jego przypadek medyczny, natomiast Pięta jako Pięta, czyli jako byt materialny o określonym miejmy nadzieje składzie chemicznym, jest raczej mało skomplikowany. Brak mu jedynie niektórych komórek (klepek) a także witamin, co widać po twarzy.

Pięta szybciej mówi niż myśli, co jednoznacznie by wskazywało, że nie myśli, aczkolwiek on myśli że myśli.

Pamiętajcie poza tym, że Pięta to absolwent, mało wyróżniający się wedle kolegów,  zawodówki w Bielsku (coś z elektryką), który wybrał tę właśnie ścieżkę edukacyjną z powodu zbyt niskiego poziomu nauczania w okolicznych liceach.

Tak jak Ferdek Kiepski mawiał, że dla ludzi z jego wykształceniem nie ma pracy w tym kraju, tak Stanisław Pięta twierdził, że dla ludzi z jego poziomem inteligencji nie ma tu odpowiedniej szkoły. Stąd owa zawodówka.

W życiorysie podaje, iż potem wiedzę pogłębiał w technikum, ale co prawda dyplomy są, świadków zaś brak. Co więcej, boldem w życiorysie pan poseł wytłuszcza, iż jest również absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale sądzę, że lepiej by było gdyby ów uniwerek głośno do tego się nie przyznawał. Bo taka polityka rozdawania dyplomów na prawo i lewo doprawdy jest zastanawiająca i chluby nie przynosi.

Poza bogatym jak się okazuje życiorysem edukacyjnym, pan Stanisław ma równie bogaty życiorys polityczny, podobnie zresztą mało stabilny.

Zaczynał bowiem od Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, potem przemknął przez Konfederację Polski Niepodległej, potem dupy dawał Lidze Republikańskiej, potem firmował swą unikalną twarzą tak zwane Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, oraz coś co nazywało się Przymierzem Prawicy, by wreszcie wylądować w PiS. Tu dupy aż tak bardzo już dawać nie musi, choć są tacy, co lubią średniego wzrostu blondynów w okularach.

Natomiast wracając do punktu wyjścia, czyli „żadnego lewactwa, ale chrześcijańska tożsamość i silna gospodarka!“, to trzeba powiedzieć, że to smętne pitu-pitu. No bo jak się patrzy na to co ów PiS proponuje i co obiecuje, to trudno opędzić się z wrażenia, iż wypisz wymaluj czysto to lewactwo. Zapomnieć też trzeba o silnej gospodarce, bo gdyby to chcieli zrealizować, to nie ma gospodarki, która byłaby w stanie to przetrzymać. Jakiejkolwiek. Jeśli zaś chodzi o to chrześcijaństwo… O ile lewaków lubię (z wzajemnością), gospodarkę cenię, to chrześcijaństwo mam centralnie w dupie, podobnie zresztą jak posła Piętę.

Takiej Polski chcecie i takich ludzi wybierzecie?

Uwaga! Tekst ten jest elementem kampanii wyborczej i został opłacony z funduszy komitetu wyborczego, który chce pozostać anonimowy. 
Jeśli ten wpis cię przekonał, możesz z czystym sumieniem nie głosować na PiS oraz lajknać mój fanpejdż na Fejsbuku.