Jak Faraon po raz kolejny mógłby przemówić.

zelnik-151017-1100550

No cóż, są czasami ciężkie dni w życiu mężczyzny, a jeśli to jest prawdziwy mężczyzna, to te dni bywają jeszcze cięższe. W rolę prawdziwego mężczyzny – jak wiecie – wcielił się ostatnio Jerzy Zelnik. A po czym poznać prawdziwego mężczyznę, zwłaszcza prawdziwego na dodatek Polaka, patriotę i katolika? Ano po tym, że zbuduje dom, spłodzi syna i koniecznie – nie, nie myślę tu o drzewie – koniecznie podpierdoli sąsiada lub kolegę. Nie wiem czy Zelnik ma syna i postawił dom – pewnie tak, natomiast kolegów podpierdolił niechybnie i to pewnie nie raz.

Jakby na to nie patrzeć, Zelnik dał dupy i to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Drugi raz dał dupy pokrętnie się z pierwszego dania dupy tłumacząc. Ale ponieważ do trzech razy sztuka, to trzecia szansa wystawienia tyłka też powinna mu być dana.

Zastanawiam się co by to było, gdybym jako – dajmy na to – ksiądz Rewelski, poprosił pana Jerzego o wywiad dla dwutygodnika (nieistniejącego oczywiście) „Idziemy-Czuwamy“? W każdym razie ściema byłaby taka, że na ten wywiad przyjedziemy wspólnie z kolegą redaktorem księdzem z poczytnego i cieszącego się wielkim zaufaniem aktora tygodnika „Niedziela“, co pewnie by uwiarygodniało całą historię.

No to jedziemy? Oto jak wyglądała by najprawdopodobniej wstępna wersja wywiadu jakiego udzielił by nam zapewne dość łatwowierny Jerzy Zelnik, znany też pod operacyjną ksywką „Faraon“.

zelnik-151017-300Ja: Panie Jerzy strasznie głośno o panu ostatnio. Lewactwo się burzy, że kabluje pan na kolegów, a pan moim zdaniem daje temu zbyt słaby odpór. Poddał się pan?

On: Nie poddałem się proszę księdza, uznałem tylko, że jakakolwiek dyskusja z tym – jak ksiądz słusznie nazwał – lewactwem i bydłem, jest poniżej godności każdego przyzwoitego człowieka. A ja jestem, zawsze zresztą byłem, przyzwoitym człowiekiem i nie będę przeto z byle śmieciem dyskutował.

Ja: Czyli jak naprawdę wyglądała ta rozmowa?

On: (chwilę się zastanawia) Może pan wyłączyć na moment to nagrywanie? 

(udaję że wyłaczam, a faktycznie całość rejestruję na innym urządzeniu)

On dalej: Wie ksiądz… co ja mam tu powiedzieć…?  Że jestem idiotą? No jestem. Co, mam przyznać, że ten chuj faktycznie mnie wkręcił, że mnie podszedł jak dziecko? No, tak było, ale nie chciałbym dalej w to brnąć… Po prostu nie mogę się do tego przyznać… Twarzy nie mogę stracić.

Ja: No, to może trzymajmy się wersji która jest już upubliczniona?

On: Co ksiądz ma na myśli?

Ja: No tego, że była to rozmowa na temat ustawy prezydenta Dudy dotycząca przywrócenia wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Że ktoś kto przedstawił się jako przedstawiciel kancelarii chciał uzyskać od pana informację na temat, jak podchodzi się do tego w waszym aktorskim środowisku. A pan pełen dobrej woli chciał pomóc. .

On: No, tak, tak… to jest chyba najbardziej sensowne, i może faktycznie trzymajmy się tej wersji. Zresztą co innego na moim miejscu by ksiądz mówił? Też by pewnie wykręcał kota ogonem.

Ja: I napisze też – co pan na to? – że dalej to brutalnie i po esbecku oczywiście zmanipulowano, zmontowano, dogrywając jakieś pytania i całość pana wypowiedzi wyrywając z kontekstu?

On:  Oni to perfekcyjnie proszę księdza zmontowali. Zmanipulowali to. Za takie rzeczy, w wolnej i sprawiedliwej Polsce powinno się rozstrzeliwać.I będzie się rozstrzeliwać!

Ja: No wie pan, w radiu na ogół montuje się materiały, przestawia kwestie, dodaje pytania… to taka raczej normalka. Dziwię się natomiast że pan człowiek taki doświadczony dał się tak łatwo podejść

On: Wie ksiądz… Zależy o jakich mediach ksiądz myśli. Są te na usługach i manipulują i są takie, nieliczne niestety, co nie manipulują. Poza tym ja wielokrotnie już rozmawiałem z kancelarią prezydenta, radzili mi się w różnych sprawach, więc straciłem może faktycznie czujność. A w ogóle, jak miałbym to sprawdzić?

Ja: Był pan bez szans. Szczęście od boga, że pytali pana o wrogów a nie o najbliższych kolegów i koleżanki.

On: To znaczy?

Ja: No, o panią Łaniewską, Chodakowską, pana Rewińskiego na przykład, albo…

On: Cholera (śmieję się), rzeczywiście – ksiądz tego nie nagrywa  – rzeczywiście mogłoby wtedy być cienko, bo wie ksiądz ja za tym całym środowiskiem to jednak nie za bardzo przepadam. Muszę grać rolę którą sam dla siebie kiedyś napisałem, ale oni wszyscy to tacy sami karierowicze, jak ci z drugiej strony. Kiedyś stracili frukty i myślą że teraz znów dorwą się do słoików z konfiturą.

Ja: No… nie spodziewałem sie tego po panu.

On: A czego się ksiądz nie spodziewał?

Ja: Że pan tak o naszych aktorach… bezceremonialnie raczej…

On: Bo taka jest prawda, ale dla dobra naszej wspólnej sprawy nie ma co o tym mówić. Są inne priorytety. I dlatego nie powiem że Łaniewska to stara sklerotyczka, a Rewiński wcale nie musi grać głupka, bo nim po prostu jest.

Ja: A inni tacy jak profesor Kieżun, czy ksiądz Oko, biskup  Hoser, Gądecki… ciepło się przecież pan o nich wyraża?

On: No, tak wielu z ich to wielkie autorytety, także dla mnie, ale umówmy się, że jest wśród nich wielu pożytecznych idiotów, przydatnych tu i teraz, którzy potem mogą być jednak balastem. Co mam księdzu powiedzieć, że pański kolega Oko to niebezpieczny wariat, który uwierzył w to co mówi, a Gądecki tak nadaje się na przewodniczącego jak ja na kierowcę wyścigowego. To wyjątkowy przymuł… No proszę księdza, są to delikatne i skomplikowane sprawy a mówienie dziś o tym jest zupełnie nie na miejscu. Trzeba wpierw wygrać tę wojnę, a dopiero potem oddzielać ziarno od plew.

I tak to by mogło pewnie wyglądać i taki przebieg mogłaby mieć ta rozmowa. I mógłbym pewnie dla jaj i dla rozrywki wszystko to zaaranżować, tylko zwyczajnie mi się nie chce. Bo niby kto to ten Zelnik jest?