Kinematografia też w ruinie, ale jeszcze tylko kilka dni

wyklety-151022-1100550

Polska sztuka  filmowa wyjątkowo znów cierpi. Z powodu poważnych luk w budżecie, złakniony prawdy naród, najprawdopodobniej nie obejrzy murowanego kandydata do Oscara, filmu „Wyklęty”. Jak się pewnie domyślacie, eposu  o losach tak zwanych żołnierzy tak zwanego podziemia antykomunistycznego.

Producent Kwaśny ma przeto kwaśną minę, bo – jak sam powiedział – „produkcja walczy o przetrwanie”. To po utopieniu się przedsięwzięcia Krauzego, druga w krótkim czasie spektakularna klapa, i też z przyczyn finansowych. Nikt nie chce jakoś podjąć ryzyka wyłożenia na produkcję godziwych pieniędzy, co oznacza być może, że instytucje odpowiedzialne za stan polskiej kinematografii są głęboko zinfiltrowane przez narodowo obce siły.

No bo drodzy Państwo, wytłumaczcie mi proszę,  jak to się dzieje, że filmy o tym jak Polacy mordują Żydów powstają z dnia na dzień i na zawołanie a sponsorzy stoją w kolejce z walizkami pieniędzy, gdy tymczasem filmy o tym jak Żydzi mordują Polaków, z katakumb wyjść nie mogą. I zamiast walizek z kasą kłody pod nogi są rzucane.

Cała ta smutna historia jest tym bardziej niezrozumiała, że  losy bohaterów wzorowane są na przeżyciach superbohaterów, tudzież chodzących ikon Polski Niepodległej i gwiazd pierwszych stron kronik kryminalnych, mianowicie panów „Lalka”, „Zapory” i  „Łupaszki”. Biorąc pod uwagę ich sławę i ilość trupów które za sobą pozostawili, zasługują oni nie na jeden jakiś tam marny film za dychę, ale wręcz na serial z obsadą międzynarodową.

Jak mówi prezes Kaczyński, wystarczy przecież zadzwonić do kilku sławnych reżyserów i aktorów z Hollywood, a ci z pewnością podejmą się tego zadania. Cóż to w ogóle za problem?

Więc albo ten Kwaśny nie ma w notesie odpowiednich telefonów, albo po prostu wyjątkowo wołowa dupa z niego. Jak już się Pan Prezes nieco obgoni się z tymi wyborami, to można dryndnąć na Żoliborz, z pewnością da komórę do DeNiro, albo jeszcze lepiej do Eastwooda,  bo to prawak i poppatriota, który w migusiem skuma o co chodzi. Może nawet Weinstein zajmie się produkcją a Tarantino reżyserią (krwawe sceny morderstw to jego specjalność), choć on akurat to zdaje się lewak, więc do pomysłu bym się raczej nie przywiązywał.

Tak, że panie Kwaśny proszę wziąć na wstrzymanie, jeszcze tylko parę dni, a Polska z pewnością złapie oddech, a nasza kinematografia odzyska równowagę, zaś wraz z Polska i pan głębiej pooddycha.