Co ja mam tu komentować i kogo to obchodzi?

rzad-151110-1100550

Jeśli ktoś oczekiwał, że skomentuję dziś po swojemu skład prawdopodobnie nowego rządu, to będzie raczej zawiedziony. Nie zamierzam bowiem niczego komentować, ani oceniać, a to z bardzo prostej przyczyny. Jestem zwykłym, drugoligowym raczej publicystą i co prawda znam się jako tako na paru rzeczach, ale absolutnie nie znam się na medycynie i nie czuję się lekarzem. Nie potrafię przeto prawidłowo zdiagnozować tego przypadku, bo jest to – zgodzimy się tu w większości – przypadek raczej medyczny a najmniej polityczny.

Oczywiście proszę mnie nie posądzać o jakikolwiek brak zainteresowania, bo takowe jest, acz dotyczy spraw raczej drugorzędnych, a czasami nawet zupełnie marginalnych. I żeby troszkę waszą ciekawość zaspokoić, to przyznam się, iż z zainteresowaniem będę śledził na przykład losy ministra Kamińskiego. W tym sensie mianowicie, czy to jego wreszcie zamkną, czy może będzie tak, że to jednak on zamknie tych co jego chcieli zamknąć. Przyznacie, że to sytuacja wręcz klasycznie hamletowska, bo dla tego zasuszonego, śmierdzącego nikotyną karła, „być albo nie być“ dziś ciągle jeszcze jest istotnym pytaniem.

Jedyne co niepokoi to kondycja w jakiej jest sąd, to znaczy, czy stając wobec wagi problemu wykaże zapobiegliwą bojaźliwość, czy może jednak orzeknie, że niezależnie od sytuacji, kryminalista zawsze pozostaje kryminalistą i za swe brudne i haniebne czyny musi odpokutować.

Bardzo mnie też interesuje, czy minister S. nadal preferuje wódkę tylko czystą i trzeźwienie w pracy, czy może jednak, gdy już po raz kolejny awansował do elity, na bardziej salonowe stawia trunki.

Nazwiska nie podaję, bo po pierwsze i tak prawie wszyscy wiedzą o kogo chodzi, a po drugie minister bardzo jest czuły na punkcie swych słabości i może mnie chcieć ciągać przed oblicze tak zwanej sprawiedliwości. A z tym niezależnym obliczem – jak już wyżej wspominałem – sprawa może być nieco skomplikowana.

No więc takie mniej więcej sprawy mnie interesują i pewnie się zgodzicie, że dla kondycji państwa, losów biednych górników nie mogących związać końca z końcem, czy zapłakanych i zarobionych matek Polek czekających na swe wymarzone i wyśnione pięć stów na bachora, są to problemy zupełnie nieistotne. Więc raz jeszcze pytam co ja mam tu komentować i kogo to w ogóle obchodzi.