Dzień Świra. Odcinek 67 (to be continued)

stanczyk-151111-1100550

Jesteśmy w takiej oto sytuacji, że po widowiskowym odzyskaniu niepodległości w dniu 25 października, nie bardzo w tej chwili wiadomo które święto jest ważniejsze. Czy to odbywające się z pompą każdego dziesiątego dnia miesiąca, czy może jednak to 11 listopada, prześladujące nas szczęśliwie tylko raz do roku. Sytuacja wbrew pozorom jest poważna, bo – zostawiając animozje na boku – chyba bezpieczniej dla zdrowia jest świętować raz rocznie, niźli comiesięcznie.

No, ale jest ponoć takie prawo, wedle którego, jak coś ma pójść źle, to na pewno źle pójdzie. Nie inaczej jest i teraz. Pobieżna nawet obserwacja sytuacji prowadzi bowiem do niechybnego wniosku, że od teraz najważniejszym świętem, w tej nowej niepodległej Polsce, będzie jednak 10ty dzień każdego miesiąca.

Gdy się przyjrzeć temu bliżej i bez emocji, to w sumie jest w tym jednak głęboki sens i racja, gdyż wszystko zgodne jest z naszą tradycją i narodową logiką.

Proszę państwa, nie sztuką jest świętować zwycięstwa, prawdziwą sztuką, wezwaniem, honorem i sprawdzianem naszego patriotyzmu, jest świętowanie klęsk, dramatów i rzezi.

W taką właśnie logikę znakomicie wpisuje się owe Narodowe Święto Miesięcznic Smoleńskich (na wszelki wypadek piszę już z dużej litery), które zdecydowanie wygrywa ze świetem 11-listopadowym (można z małej), a także z istotnym, acz jeszcze nie wpisanym w tradycję Świętem Odzyskania Najjaśniejszej przypadającym na 25ty dzień października.

Wedle docierających do nas informacji, od przyszłej 68 misięcznicy zdradzieckiego zamordowania kapłanów polskości (to nazwa alternatywna, nie zatwierdzona, stąd pisana z małej litery), udział w obchodach będzie brała obowiązkowo kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego, czego absolutnie nie należy wiąząc z tym, iż ministrem od tego wojska będzie Macierewicz. Nazwijmy to nieplanowanym zbiegiem okoliczności.

Istotna jest również ta informacja, że nie tylko krzyż powróci na należne mu miejsce przed Pałacem. To w sumie drobiazg. Bowiem Pan Prezes (teraz koniecznie dużą literą, za małe będzie groził prokurator), poza owym upomnieniem się o krzyż drewniany, wystąpił również w sprawie innego krzyża, a nawet krzyży.

Chodzi mianowicie o udekorowanie poległych pod Smoleńskiem Krzyżami Virtuti Militari!

Oczywiście nie wszystkich.

I nie dlatego, że nie ma tylu krzyży w magazynach, ale przede wszystkich dlatego, że nie wszyscy równo zasłużyli się w tym nierównym boju z ruskim helem i trotylem.

Miło mi że jako pierwszy pewnie informuję, że kawalerem tego zaszczytnego krzyża zostaną przede wszystkim panowie Kaczyński i Błasik. To najbardziej zasłużeni w tej walce, którzy zrobili wszystko, by walka a więc i katastrofa, była widowiskowa, krwawa i żeby na zawsze wpisała się ona we wdzięczną pamięć rodaków.

Niestety, upadły ponoć inne kandydatury, w tym dowódcy załogi Protasiuka (facet bardzo się starał, by krasz był odpowiednio widowiskowy), o czym ze smutkiem donoszę. Będzie jednak jeszcze i czas i okazje, by niedopatrzenia te naprawić.

W ten sposób więc, upominając się o należne zaszczyty dla niezaszczyconych, kończę tę dzisiejszą świąteczną notatkę.