Przez ćpanie niektórzy spadli na dno, inni wspieli się na samą górę

cpuny-151112-1100550

PiS jest mistrzem taktycznych rozgrywek. Poruszając się choćby na gruncie ostatnich dni, łatwo orzec, że bycie pijanym zwycięstwem nie każdemu wychodzi na zdrowie. Nie dość bowiem, że kolesie wystawiają do rządu ewidentnych przestępców i osoby o – delikatnie mówiąc – nieustabilizowanej osobowości, no to na dodatek (w sumie godna uznania konsekwencja) do władz w parlamentarnych strukturach, namaszczają – krótko mówiąc – ćpunów.

Generalnie to może i nie ma w tym nic szczególnie złego, bo ćpun, zwłaszcza nieaktywny, to też człowiek. Tyle, że w praktyce, polityka taka nabiera szczególnego kolorytu.

Bo u nich w tym PiSie to jest kochani tak jak w kościele. Niby wszyscy są przeciwko pedofilii, a na końcu się okazuje, że nawet papież dyma dzieci.

Rzecz w tym, o czym zresztą już wiecie, że szefem klubu parlamentarnego został Ryszard Terlecki, który zasłynął tym, że zadenuncjował własnego, na szczeście nie żyjącego  już wtedy ojca. To były hipis, ksywka „Pies”, w tamtych czasach taśmowo rozprawiczający otumanione i naiwne panienki. Miał jedną jedyną misję: jak najwięcej wciągać nosem, jak najwięcej naciągać na wacka. I robił to, są nawet świadkowie.

Jego ówczesna partnerka Kora Jackowska (tak, tak…) napisała w swojej książce, że bardzo była w Terleckim zakochana. Tak bardzo, że wręcz zatraciła rozum a przy okazji i osobowość. On nauczył ją palić marihuanę, razem też wąchali klej, czyli substytut ówczesnych narkotyków. Od kiedy jednak Terlecki został osobą publiczną, do swojej przeszłości się nie bardzo przyznaje i mówi, że tamta hipisowska historia, to było takie tam lewackie zamroczenie. Szczególnie zdziwiony tym nie jestem, bo każdy tak mówi, jak coś go mierzi.

Ale idźmy dalej…. Niezłym ziółkiem okazuje się też być Marek Kuchciński. Tak drodzy państwo rodacy, już wkrótce druga osoba w państwie. W młodości Kuchciński nie stronił od odjazdów, jarał co podejdzie, wąchał co popadnie. Miał w swej hipisowskiej młodości dwa pseudonimy – „Penelopa” i „Członek”. Ten żeński to ponoć od wierności zasadom (jakim, dokładnie nie wiadomo), zaś „Członek“ to od członka oczywiście, bo Kuchciński gdziekolwiek się pojawiał, w jakiejkolwiek komunie, to od razu chciał zapisywać się „na członka“, lub co gorsza „wciągać na członka“. Rzec można, że pozostało mu to do dziś. Członek przysłania mu oczy!

I wiecie co? Generalnie to nawet nie ma w tym nic złego, acz po Terleckim spodziewałbym się jednak większej cywilnej odwagi, nie zaś mentalności małej, standardowej pisowskiej gnidy.

Ot, dwaj goście z bujnym dość życiorysem i ciekawą na swój sposób przeszłością. To co robili jest i tak lepsze od – powiedzmy – okradania pasażerów w pociągach (to zupełnie przypadkowe porównanie, powiedzmy bez żadnego kontekstu).

Jedyne co gryzie, to taki oto fakt, że dzieje się to w partii, gdzie wszyscy są świętsi od matki boskiej z Jezusem Chrystusem razem wziętych. Co to się działo, jaki był skowyt i ujadanie, kiedy się okazało, że Tuskowi zdarzyło się w młodości zajarać maryche. Lincz był blisko i jeszcze dziś pamiętam jak panowie Kurski i Płaszczak, wymyślali mu od ćpunów i degeneratów, którzy natychmiast powinni podać się do dymisji by nie kompromitować rządu i Polski. Takie wielkie słowa padały wtedy. A tymczasem w siebie, tuż pod bokiem mieli i mają, wcale nie gorszych a może nawet zdecydowanie lepszych.

No wiec pytam się teraz, czy używając określenia „ćpuny we władzach sejmu“, nadużywam wolności i bezprecedensowo atakuję polityków, czy może tylko stwierdzam fakty, w tym i medialne, używając doskonale znanego już języka przewodniej siły narodu?