Nie chcemy rewanżu, ale niektórych powiesimy za jaja

glinski-151116-100550

„Będę chciał umożliwić funkcjonowanie tym artystom, środowiskom i instytucjom, które dotąd miały bardzo utrudniony albo nie miały żadnego dostępu do środków publicznych“. To słowa Glińskiego które padły w wywiadzie dla PAP. Gliński już za moment ma być wicepremierem, niestety tym razem już nie technicznym, a przy okazji ma być panem od kultury. I teraz kultura będzie już nasza, czyli odzyskana. A do odzyskiwania szczerze mówiąc jest cała masa.

W owym wywiadzie padło sporo słów, w tym takich, które mimo że padły to nie zostały opublikowane. To ofiary procesu autoryzacji.

I tak jeśli profesor mówi, że chodzi o to „aby kultura docierała wszędzie i dostęp do niej był łatwiejszy, także na wsiach i w małych miasteczkach“, to oczywiście ma rację. Ale też mówi, że to jednak będzie uszczęśliwianie na siłę i wyrzucanie kasy w błoto, bo dla większości tamtych społeczności, kultura to telewizja a telewizja to kultura. Innych potrzeb nie mają, nie potrzebują i ich nie czują. Niestety ten fragment poległ i się nie opublikował.

Szkoda, bo ma to związek z dalszą częścią arcyciekawych wywodów profesora, z których wynika, że owa będąca synonimem kultury telewizja, to instytucja wymagająca pilnej reformy, przede wszystkim programowej. Bo „dotychczasowa władza bez pardonu eliminowała [twórców] niepokornych czy niepasujących do jej koncepcji i jej systemu wartości”.

Ale zaznacza jednocześnie, że „nie będzie żadnej czarnej listy, bo my nie chcemy rewanżu”. I dalej dodaje: „No oczywiście, ci co nie odejdą w porę sami, muszą być przygotowani na to, iż im pomożemy, ale wierzę głęboko w to, że ich wyrzuty sumienia są tak wielkie, że właśnie to sumienie im podpowie, że powinni czym prędzej zmienić pracę“.

Na szczęście my mamy (czyli oni) artystów i dziennikarzy, którzy naprawdę godnie zastąpią dzisiejszych funkcjonariuszy i okupujących publiczne media. Panowie Wolski, Pietrzak, Zelnik przebierają wprost nogami, zaś pani Gargas czy pan Wildstein wprost sikają po nogach nie mogąc doczekać się zaszczytów i awansów. Z niepokornych chcą jak najszybciej stać się pokornymi.

Wicepremier i minister liczy również „na mądre wykorzystanie internetu“, co już u większości powinno wzbudzać ciarki na plecach. Bo jak się PiS weźmie za internet, to dla wielu może oznaczać to internat, z gospodarzem ministrem Ziobro w roli głównej („…i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą…“ Te mniej więcej klimaty znów nam się szykują, bo przecież nikt bezkarnie nie może obrażać Pana Prezesa i jego oświeconej władzy).

To co mnie cieszy, to zapowiedź dbałości o sprawy ducha, w tym o nasze dobre narodowe samopoczucie. Koniec z Idami, Pokłosiami, Wajdami, Pasikowskimi i całą ta antypolską swołoczą. No Passaran!

„Będziemy wspólnie z MSZ, z dużą determinacją realizować projekt obrony dobrego imienia Polski i Polaków. Chcielibyśmy powołać prawną instytucję obrony dobrego imienia, która będzie wytaczać procesy, najlepiej przed sądami amerykańskimi, za oszczerstwa wobec Polski (…) Mamy takich bohaterów jak rotmistrz Pilecki czy rodzina Ulmów, których historie warto pokazać światu. (…) Chcemy sfinansować duży hollywoodzki film nt. polskiej historii“.

Według planów, które zdradził pan profesor minister, wiosną przyszłego roku (a jak da radę to wcześniej) do kin wejdzie długo oczekiwany narodowy fresk „Smoleńsk”, zaś rok później 10 kwietnia w 2017 „Smoleńsk. Reaktywacja”. Potem zaś po kolei „Smoleńsk 2018. Nowa nadzieja” oraz na koniec, zamykający sagę obraz „Smoleńsk. Powrót do przeszłości”. Ostatnie dwa filmy ponoć z udziałem wielkich gwiazd kina amerykańskiego z Melem Gibsonem w roli marszałka (tak, tak…) Błasika.

No i na koniec pan od kultury zadeklarował, że zamierza przeprowadzić pilną repolonizację mediów. „Trzeba kupować media od zagranicznych właścicieli, jeśli będą takie możliwości“. Jeśli możliwości zaś nie będzie i nie będą chcieli po dobroci, to należy te media w trybie pilnym nacjonalizować. Odpowiednie ustawy są już przygotowywane, acz o tym akurat zabronił PAPowi pisać. No i oczywiście w ostatnim zdaniu raz jeszcze gorąco i szczerze podkreślił, że PiS „nie planuje rewanżu, bo rewanż to jest coś czego się brzydzimy”.