Witajcie w śmiesznych czasach

cenzura-151211-1400600

Zajęci zamieszaniem wokół Trybunału, kompletnie nie zwracamy uwagi na ruchy wobec tzw. ustawy medialnej, która w zamyśle pislamistów ma kompletnie wywrócić do góry nogami obecny rynek mediów.

I nie chodzi tu już o media publiczne, których marny los wydaje się być przesądzony. W tle tych procesów toczą się bowiem jeszcze inne procesy, na pozór mało istotne, strategiczne bez znaczenia, społecznie marginalne, choć de facto bardzo niebezpieczne.

Bo Pislamiści moi drodzy, chcą wziąć za mordę i na krótką smycz dosłownie wszystko to co się ukazuje, a zwłaszcza to co ukazuje się w internecie. Wszystko trzeba jakoś i za wszelką cenę kontrolować, ocenzurować i dawkować. W ten też sposób odżył stary i zarzucony kiedyś pomysł, aby blogi czyli olbrzymią i nijak do tej pory nie kontrolowaną platformę wymiany myśli i informacji, objąć restrykcjami podobnymi do tych którymi objęta jest prasa.

Chodzi w skrócie oto, że jak dobre (czyli źle) pójdzie, to już w przyszłym roku, każdy kto prowadzi bloga, o obojętnie jakim charakterze, będzie musiał… zarejestrować go sądownie.  

Tzw. ustawa Prawo Prasowe mówi co prawda, że rejestruje się dzienniki lub czasopismo, ale wspomina także o „innych publikacjach prasowych” które są prasą, ale rejestracji póki co nie podlegają. I właśnie te inne publikacje prasowe a zwłaszcza blogi, weźmie się teraz na smycz, czyli obłoży obowiązkiem sądownej rejestracji, jako wydawnictwo prasowe.

Jeśli  kochany blogerze, w tym i ty umiłowany nasz Revelsteinie, nie zarejestrujesz swej ujętej w formę bloga pisaniny, to zgodnie ze zmodyfikowanym  artykułem 45 rzeczonej ustawy („Kto wydaje dziennik, czasopismo lub inną publikację prasową bez rejestracji  – podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”) pójdziesz kiblować, lub w najlepszym wypadku cię zlicytują na poczet zasądzonej surowej  kary finansowej.

Dodatkowo, żeby było wiadomo z kim ma się do czynienia, będziesz miał obowiązek blogerze drogi, umieszczenia w widocznym i wyeksponowanym miejscu numeru zezwolenia. Zezwolenie/rejestracje zawsze będzie można cofnąć, stronę zamknąć czyli zablokować, zaś autora profilaktycznie ukarać, gdy będzie rozpowszechniał treści wrogie, godzące w powagę i podstawy państwa, lub konkretnego urzędu, takiego na przykład rezydenta Dudy.

Poza tym nie może tak być, że szacowne gadzinówki typu Gazety Wolskiej czy Waszego Dziennika, muszą się rejestrować i ponosić związane z tym koszty, a taki tu Revelstein mający użytkowników czyli czytelników, dwa razy więcej niż wspomniane gadzinówki razem wzięte, nie dość, że nie ponosi żadnych kosztów, to jeszcze nie ponosi żadnej odpowiedzialności za słowo. Nie podlega żadnej kontroli i korzystając z tego nieustannie i złośliwie knuje, szydzi, ośmiesza, obrzuca błotem i dezinformuje. Koniec z takimi praktykami.

Ale idźmy dalej…

Jeśli komuś z was się wydaje że jest cwany i wywiesi swojego bloga czy innego publikatora na zagranicznym serwerze, to może się na tym boleśnie przejechać. Władza myśli jak to rozwiązać.

Co prawda nie zamknie ci strony, bo nie będzie miała takiej możliwości, ale – jak mówi mi jeden z ludzi zaangażowanych w ten spisek – trwają dość intensywne poszukiwania sposobu na utrudnienie cwaniaczkom życia.

„Idziemy w kierunku takim, by w przypadku braku możliwości zamknięcia nielegalnego wydawnictwa, wyśledzić jednak autora, a to z kolei jesteśmy w stanie uczynić. Zostanie on wtedy ukarany za celowe i świadome uchylanie się od obowiązku rejestrowania przez obywateli polskiej wszelkiej działalności wydawniczej i na tej podstawie ukarany. Wysokość kary będzie oczywiście zależała od stopnia gotowości do współpracy.“

No tak sobie chłopcy i dziewczęta (hej bagnet na broń) z PiS  kombinują.

Niespodzianki czekają też wydawców książek, bowiem rozważane jest takie oto rozwiązanie, w myśl którego, księgarz nim książkę upatrzoną sobie wyda, będzie musiał wpierw uzyskać  opinie Narodowej Rady Mediów. Ta zaś jeśli stwierdzi, że książka zawiera treści obrażające naród polski, lub też zawiera sceny albo opisy moralnie i obyczajowo wątpliwe, odmówi rekomendacji,  a tym samym książka prawdopodobnie się nie ukaże. No bo żaden wydawca przecież nie zaryzykuje, wiedząc, że za chwile zniszczą mu interes. Wszystko zaś to dla dobra narodu i ukrócenia źle rozumianej i wypaczonej przez lata demokracji. Witajcie w śmiesznych czasach.