Służby sprawdzają czy nie doszło do zamachu na ministra Kownackiego

kownacki-151215-1400600

No więc oficjalnie było tak… Wiceminister obrony dodajmy narodowej Bartosz Kownacki, udał się służbowo na uroczystości rocznicowo-urodzinowe gadzinówek Ojca Redemptorysty. Urodziny były w bydgoskiej katedrze z przyległościami  i były huczne, co z kolei wiemy z różnych niezależnych źródeł.

Kiedy wiceminister poczuł się smenszonnnyyyy (znaczy się: zmęczony), postanowił udać się samochodem, służbowym, na zasłużony żołnierski spoczynek. No i wytacza się bidok z imprezki a tu obok auta, przy aucie, pod autem wszędzie jak okiem siegnąć, leżą rozbite butelki. No kurwa mać, wprost morze butelek i szkła! Jednym słowem zamach, zeznaje zaprzyjaźnionym mediom wiceminister.

„W trakcie uroczystości usiłowano przebić opony w moim służbowym samochodzie. Nie muszę mówić, co by się stało, gdybym ruszył w trasę”.

Od razu odpowiem, że nic by się wielkiego nie stało, po prostu na stanowisko wyznaczyli by nowego ministra.

Ale minister szczęśliwie przeżył i wcale nie dlatego, że nie potrafił – jak mówią złośliwcy – trafić kluczykiem w stacyjkę, tylko dlatego, że co nogą odgarnął spod auta jedną hałdę szkła, natychmiast nie wiadomo skąd kolejna się pojawiała. No dramat jednym słowem i inwazja.

Po zaciętej walce, najazd szklanych napastników udało się jakoś odeprzeć i minister odjechał, szcześliwie dotarwszy na miejsce zaplanowanej dyslokacji. Policji nie zawiadomił, bo zapomniał, ale policjanci i tak na wszelki wypadek wszczeli postępowanie, choć niczego do tej pory (balanga była 7-go) nie wykryli.

Dodajmy jeszcze, że wizyta ministra Kownackiego na prywatnej imprezie była objęta pełną ochroną żandarmerii wojskowej (także kontrwywiadowczą) i aż się prosi zapytać, gdzie byli agenci żandarmi, kiedy zamachowcy ciężarówkami to szkło w okolice ministrowego auta dowozili. Ja wiem gdzie byli i co robili, ale boję się napisać.

Ale żeby nie było to tamto, że tylko jedynemu ministrowi Kownackiemu szkło w oczach stanęło, czy cuś tam się przewidziało, to nadmienić uczciwie należy, że również dwaj księża razem z ministrem opuszczający prywatkę, doświadczyli podobnego bliskiego spotkania z tą zabójczą szklaną bronią i z trudem do najbliższego baru dojechali, by przebite opony chybcikiem napompować, lub wymienić na pełne.

To mniej więcej tyle oficjalnych a w zasadzie półoficjalnych wiadomości i przypuszczeń.

W końcowym podsumowaniu wymienić należy wnioski, wydaje się uprawnione i prawdopodobne.

Po pierwsze, ta biba musiała być na wysokim poziomie, skoro butelki z katedry niczym deszcz z jesiennego nieba strumieniami się wylewały.

Po drugie, nie ma takiej możliwości, żeby to był zamach, bowiem wszyscy w kraju kochają Bartosza Kowanckiego, a zwłaszcza ojców redemporystów kochają. A kto kocha ten nie krzywdzi.

Po trzecie, nigdzie się na razie nie doczytałem, czy po tym parkingu oprócz pustych flaszek, także zużyte kondomy latały. Niewiele co prawda by to zmieniło, ale z pewnością dodało by jeszcze kolorytu sprawie.

Po czwarte, dobrze że na imprezie nie było byłego już posła Hofmana Adama, bo pijany oszczałby by z pewnością auto, lub nawet je obrzygał, więc Kownacki może mowić o dużym szcześciu.

I po piate wreszcie: nagrania wydobyte z czarnej skrzynki służbowej furmanki ministra, generalnie są mało zrozumiałe, choć gdzieś w 2 minucie i 53 sekundzie, poprzez hałas przypominajacy brzęk tłuczonych butelek, z trudem przebija się mało czytelne słowo „Aleśmysienajebali!”.

Napisałbym jeszcze co po szóste, ale po raz kolejny się boję. Życzę wszystkim tu zaglądającym miłego dnia.