O luksusach, Kraśce i kardynale Dziwiszu

dziwisz-151226-1400600

icon-diabolek-80Ja rozumiem sytuację, ciężką i raczej bardzo wątpliwą przyszłość, nie mniej niezależnie od okoliczności pewne standardy powinny obowiązywać. I nie chodzi to o gości, chodzi o gospodarza. W ten długi dość weekend, przez niektórych zwany świętami (proszę pamiętajcie, że to my utłukliśmy tego Szczepana), w poblicznej ciągle telewizji Info, roli gościa dostąpił pan kadrynał Stach Dziwisz.

Ale nie to jest dziwne. Dziwi minowicie fakt taki, że gospodarzem owego spotkania był pan PiotrKraśko, czyli człowiek praktycznie otwierający wszystkie listy tych do natychmiastowego wypierdolenia po odzyskaniu TVP. Jeśli teraz zaprasza Dziwisza i dość nieudolnie robi mu laskę licząc, że w ten sposób uratuje głowę, to nie tylko jest naiwany, ale wyjątkowo głupi.

Zresztą niezależnie od ukrytych intencji, w dzisiejszych czasach, rozmowa jakiegokolwiek dziennikarza z Dziwiszem, Głódziem lub im podobnym patafianem, jest dla tego dziennikarza poważnym dyshonorem, zawodową degradacją i zawsze budzi podejrzenia o próbę wkupienia się w łaski tej wszechmocnej bandy paranoików.

Więc panie Piotrze Kraśko, niech cię wypierdolą na zbity pysk, doprawdy sobie na to zasłużyłeś.

To po pierwsze.

Po drugie zaś, warto może wspomnieć, po co ten Dziwisz przylazł do tej publicznej ciągle telewizji i o czym gadał.

Gadał o swojej żonie, mężu, przyjacielu (niepotrzebnie skreślić) Karolu Wojtyle Papieżu. Gadał długo i bez związku z czymkolwiek. Gadał, jakim to wspaniałym człowiekim był Karolek, jak dbał o innych, jak się żarliwie modlił i że jak sikał to przynajmniej trzy razy otrząsał. No takie rzeczy opowiadał. Ale też takie:

„Luksusy nie stanowiły dla niego żadnych wartości. Myślę, że nie wiedział nawet, jakim samochodem jeździ. Był bardzo skromny, pokorny i ubogi. On nigdy niczego nie miał. Zawsze brał ze sobą tylko brewiarz, pióro i najpotrzebniejsze do życia rzeczy“

Taaaa… Był skromny, pokorny i ubogi. Miał bidok tylko ten swój brewiarz, to wieczne pióro ze zdartą stalówką, plus helikopter, boeinga, trzy pancerne mercedesy, bentleja (“dzisiaj bentlejem, dzisiaj bentlejem…“), liczną ochronę, Bank Ambrosiano do dyspozycji, kamerdynerów w wieku stosownym do upodobań, siostry do gotowania, prania i w razie by mu się gusta zmieniły, oraz oczywiście ukochanego Stasia. Zresztą na tle tego Stasia wielkość papieża szczególnie wyraźnie jest widoczna.

Tego więc dowiedziałem się z publicznej ciągle telewizji dzięki redaktorowi Kraśce i kardynałowi Dziwiszowi.