Jaki kolor mają maki? Nie gorszy niż euro

maki-151227-1400600

Niektóry gatunek Polaków, ten lepszy sort zwłaszcza, uwielbia różne takie spektakularne akcje na pograniczu rewii i politycznego happeningu. To często jedyny sens ich życia nic dziwnego więc, że z przyjemnością i wyjątkową zaciekłością, sięgają po tego typu środki wyrazu. Dzięki temu my nie jesteśmy w stanie o nich zapomnieć, a oni mają przekonanie, że jednak istnieją.

W kategoriach taniego teatrzyku przeto oceniam inicjatywę dość egzotycznej pary. Ona – Anna Maria Anders – to prezes fundacji generała Władysława Andersa, córka jego i Ireny Renata Anders, z domu Jarosewycz (czyli Jaroszewicz), ukraińskiej artystki rewiowej, znanej też jako Renata Bogdańska, która omotała dość łasego na krztałtne dupy i duże cycki generała (dla dupy i cycków rzucił żonę oraz dzieci).

On, to doskonale znany nam happener i czołowy ssacz prezesowego fiutka, Ryszard Richard Czarnecki, pisi europoseł, oraz promotor na polskiej ziemi owej pani Andersówny. Chciał ją nawet zrobić pisposłem, ale się nie udało, bo lud Warszawy (tu startowała) nie chwycił sensu dowcipu i Anny Marii nie wybrał.

Otóż egzotyczna ta para, by zaistnieć jako się rzekło i nie dać o sobie zapomnieć, postanowiła wyrazić swoje „zdecydowane oburzenie i protest wobec zorganizowania świątecznego miasteczka na Monte Cassino, koło polskiego cmentarza. Organizacja tego typu komercyjnych przedsięwzięć obraża pamięć poległych“.

I o to w zasadzie mi tylko chodzi w tej dzisiejszej notatce. Ustalmy przeto podstawowe fakty by odzielić ziarno od plew.

„Świąteczne miasteczko” wokół Monte Cassino to inicjatywa okolicznych prywatnych przedsiębiorców. Podpisali oni ze znajdującym się na wzgórzu opactwem benedyktynów, właścicielem tego obszaru, umowę o wynajmie terenu na imprezę komercyjną. Zapłacili, zrobili i w dupie głęboko mają co o tym sobie myślą Polacy.

A Polacy sobie myślą, że to skandal i mają pretensje że impreza – uwaga, to nie żart – „nie została skonsultowana z żadną polską instytucją, a w szczególności z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa“.

Rozumiecie ten hardcore? Jacyś popaprańcy z Polski mają za złe właścicielowi prywatnego zaznaczam terenu we Włoszech, że wynajął go na komercyjną imprezę nie pytając o zgodę Polaków. No, trzeba się z chujem na łby pozamienić, żeby coś takiego wymyśleć.

Wyjaśniam więc:

Po pierwsze „Świateczne miasteczko“ nie rozłożyło się na polskim cementarzu tylko zdecydowanie obok;

Po drugie, nieopodal leżą też żołnierze niemieccy (ponad 20 tysiecy) i nikt w Niemczech nie wpadł jakoś na pomysł żeby protestować i świadomie robić z siebie idiotów;

Po trzecie nikt jeszcze nigdzie na świecie nie wpadł – wedle mojej wiedzy – na pomysł, żeby wszelakie cmentarze (a polskich zołnierzy zwłaszcza) otoczyć jakąś specjalną strefą ochronną, powiedzmy 50-kilometrową;

Po czwarte wreszcie, jak ten jarmark tak bardzo w założeniu szargał złożone polskie uczucia, to zarówno pani Andersowna z panem Czarneckim plus do tego ambsada czyli państwo polskie, mogli zrobić zrzutkę i przebić ofertę przedsiębiorców. Oni dawali 10 tysięcy euro za wynajem, to my dajmy 13 tysi i żadnych imprez proszę. I wtedy by to zadziałało. Bo uczucia żeby zostać niewzruszone muszą trochę kosztować.

Ale przecież umówmy się,  nie o to chodziło żeby działać i coś zrobić, tylko chodziło o to, by się pokazać, zabrać głos, zrobić szum, zamieszanie, wyłgać sie pustym gestem pod tytulem „wyrażamy sprzeciw“ my prawdziwi i jedynie patrioci. To przeciez nic nie kosztuje a marketingowo ciągle jeszcze działa.

A poza tym do naszych sprzeciwów wszysy się już w Europie przyzwyczaili i nikt nie traktuje ich poważanie. „Ot głupie Polaczki, pokrzyczą, powrzeszczą i im przejdzie“. Tak myślą i nie są w błędzie.