Głowa wręcz boli od sukcesów

Generalnie to oni dobrze kombinują. A chodzi o to, aby pilnie czymś atrakcyjnym „przykryć” coraz bardziej niepokojący szum jaki robi się wokół Trybunału, mediów i ustawy o policji. Atmosfera po prostu jest na tyle nieprzyjazna, że zdecydowano się puścić bąka.

teczki-151230-1000

Przekaz jaki trafił do posłusznych i gotowych na każdy gwizdek mediów prawicowych jest taki mniej więcej.

Oto w Komendzie Głównej Policji toczy się właśnie wewnętrzne postępowanie mające wyjaśnić bulwersujące sygnały o inwigilacji w czasie rządów PO-PSL dziennikarzy, którzy ujawnili aferę taśmową. Taką to „przykrywającą“ aferę oni sobie wymyślili.

Niezależnie od tego czy w to wierzycie czy nie, prawda jest taka, że ledwie ten PiS odzyskał Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, ledwie w ramach audytu otworzył pierwszą z brzegu szufladę, a już wpadły z niej dokumenty świadczące o kryminalnej działalności bywszej koalicji. Czyż to nie wspaniałe i budujące w sumie osiągnięcie?

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński z troską wyznaje:

„Sprawa jest bardzo poważna, bo jeżeli pojawia się zarzut inwigilowania dziennikarzy za to, że ujawniają prawdę, to ta sprawa musi zostać zbadana”

A to, że sprawa zostanie gruntownie zbadana, wedle pisich standardów i potrzeb, nie ulega najmniejszej wątpliwości, bo jak przyznaje minister, zrobiono już wszystko by tak się właśnie stało.

„…mieliśmy zmianę kierownictwa w policji, jest nowy komendant główny i jego zastępca. Została dokonana też zmiana na stanowisku szefa Biura Spraw Wewnętrznych. To rokuje nadzieję na obiektywne wyjaśnienie sprawy. Nie ma powodu, by podejrzewać, że coś będzie ukrywane”

Wszystko więc pięknie brzmi i budzi nadzieję, że rzeczywiście sprawcy zostaną odnalezieni, przykładnie ukarani, a wdzięczność prześladowanych podsłuchami dziennikarzy nie będzie wprost miała granic.

Jedyne czego nie wiemy i o czym Zieliński się nawet nie zająknął, to ilu ludzi pracowało ostatecznie  przy tych dokumentach.

Interesuje mnie zwłaszcza:

Kto kupował okładki teczek i czy płacił gotówką czy może przelewem, kto wymyślał i od podstaw tworzył te „dokumenty“, kto je zatwierdzał, sam Kaczyński czy może tylko jego umyślny na Rakowieckiej, kto wreszcie je drukował i czy odbywało się to na drukarkach ministerialnych czy może niekoniecznie, a także czy cały ten proceder „odnajdywania szokujacych dokumentów“ odbywał się za dnia, czy może tradycyjnie nocą.

Tego właśnie, przynajmniej na razie, nie wiemy. No i nie wiemy również nic, jaka będzie kolejana wykryta i obowiązkowo szokująca afera, oraz kto pisze jej scenariusz. Od tych sukcesów zaczyna mnie boleć głowa, acz cieszę się, że wreszcie mam rzad uczicwy, który w żaden sposób nie będzie mnie inwigilował.