Weźmy sobie taki Kraków na przykład…

krakow-160127-1200600

Miasto Kraka, ponoć nawet Wojtyły, do tego Wawel z przechowalnią tego co zostało z Wielkich Polaków, Sukiennice,  Rynek, dorożki, padre Dziwisz i Wisła co do Gdańska płynie. A poza tym kultura przez duże „K” i Teatr Stary z antychrystem Klatą, plus burdele, najważniejsze w sumie dobro Krakowa, które rozsławiają miasto w całej Europie. Cóż więcej trzeba? Niestety prawicowa nasza publicystyka, mówi o degrengoladzie i zepsuciu i zdaje się tym samym nie doceniać tych istotnych walorów Krakowa. O ile Wawel i Wojtyłą nie budzą jakiś szczególnie negatywnych skojarzeń i reakcji,  o tyle już burdele, spędzają prawakom sen z oczu. Tym bardziej,  że burdeli tu coraz więcej i nawet likwidują księgarnie, aby w ich miejscu zakładać nowe burdele. No, tak to w tym Krakowie się dzieje. 

Wnioski są przynajmniej dwa. Pierwszy, podstawowy, to taki, że widocznie burdele bardziej się opłacają niż księgarnie. Po drugie zaś, nic nie bierze się znikąd.

Rosnąca ilość burdeli to najprawdopodobniej efekt przygotowywania się miasta do Światowych Dni Młodzieży. Bądźmy szczerzy, zgraja młodych ludzi nie przyjedzie tu po to by czytać książki. Oni przyjadą, by sobie pośpiewać  sprośne katolskie piosenki, popić, oraz  – co oczywiste – poruchać, czyli pociupciać, czyli podymać. Miasto to rozumie, stąd frontem wychodzi do klienta. Sklepów z gorzałą jest już 2500 i będzie nieco więcej, burdeli  jest na razie nieco mniej,  ale z pewnością będzie znacznie więcej.

>> REKOMENDACJA: Czego Karol nie wiedział a Staszek mu nie powiedział.

Prawactwo oburza się też wielce, że w takim na przykład Londynie czy Hamburgu, zobaczyć można bilbordy zachęcające do odwiedzenia Krakowa, tyle że nie ma na nich ani słowa o Wawelu i zabytkach. Za to jest wiele o tanich piwnych ogródkach, tanich knajpach, tanich hotelach i jeszcze tańszych dziwkach. No jest w tym jakiś sens jednak, bo bądźmy szczerzy, żaden Angol czy Niemiec,  nie przyjedzie tutaj zachwycać się muzeami,  wielowiekowymi  i wiekopomnymi kościołami, czy prastarymi murami, ani tym bardzie nie przyjedzie by na Wawelu czcić pamięć Tych i Owych. Nic z tych rzeczy? Ich interesuje trójpak: piwo-bój-chuj.

Poza tym nie bądźmy obłudni, agencje plus dziwki to doprawdy świetny interes. Zastanówmy się, dlaczego niewątpliwie jedna z wątpliwych atrakcji Krakowa arcykapłan Dziwisz, tak ochoczo załamuje ręce nad zbereźnikiem Klatą, ale o burdelach jakoś nie napomina, tak,  jakby temat w ogóle nie istniał?

Bo pewnie, gdyby się tak dobrze i wnikliwie przyjrzeć, to okaże się, że znaczna część tych burdeli, burdelików, agencji i ajencji, mieści się w budynkach będących własnością… kościoła.

Kościołowi płacą one czynsz i haracz (często gęsto w naturze pewnie), bo kościół to największy w mieście Krakowie posiadacz nieruchomości, a w okolicach Rynku to wprost monopolista.

Więc kochani prawacy i katonaprawiacze, ostrożnie z tymi apelami i nawoływaniami do „dobrych zmian”, bo jeszcze podetniecie niechcący gałąź na której siedzą wasi idole i mocodawcy. A dupy oni mają ciężkie, więc nawet lekkie podpiłowanie grozi katastrofą.  

Jestem na Facebooku i Twitterze