Kto się śmiać może a komu zakażemy

reichow-160208-1200600

reichow-160208-1200600W prawicowych mediach wielkie oburzenie, a to za sprawą niemieckiego satyryka Larsa Reichowa. Prawdziwym Polakom i obowiązkowo Patriotom, nie podobają się dowcipy jakie w weekend wygłaszał on w niemieckiej telewizji ZDF. Zwłaszcza, że były to dowcipy o Polakach i o Kaczyńskim. Niemcy jak to Niemcy, nie ma co kryć, dowcip mają czasem gruby. Niestety, dla aksamitnie delikatnych polskich uszu, są to dowcipy zdecydowanie zbyt grube. Żeby nie było jednak tak, że tylko Polacy byli na celowniku, to dodać należy, że Reichow przejechał się też i po Trumpie („najgorszym rasistą na tej ziemi“) i po ulubieńcu naszych oburzonych Orbanie („węgierski król walca“). Rozpoczął więc jak widać lajtowo.

Nieco grubiej było, kiedy przeszedł do Polaków, „najbardziej pechowego narodu w Europie“. Wedle Reichowa pech polega na tym, iż Polacy zagłosowali i wybrali PiS, co musiało się niechybnie odbywać w stanie wskazującym na spożycie. Bo przecież nikt trzeźwy takiego wyboru by nie zrobił. Posłowie PiS wedle Reichowa nazywają się „pisser“, co oznacza ni mniej ni więcej „oszczańców“ (od szczać). Zaś z grubej rury walnął na koniec, gdy dowodził, że „Kaczyński to bliźniak jednojajowy, bo drugie jajo kilka lat temu spadło i rozbiło się“.

No więc tak… Dowcip jak dowcip, każdy satyryk ma prawo wyśmiewać kogo chce.

Mnie akurat ten o jednojajowym za bardzo nie śmieszy (bardziej już piosenka, która zamieszczam pod wpisem), bo jednak zbyt mało on finezyjny, i w sumie do pięt nie dorasta naszym rodzimym „Zimnym Lechom“, czy „kaczce po smoleński“ plus pochodnym.

Poza tym przyjmijmy do wiadomości, że jako naród ponoć wybrany, jesteśmy wyjątkowo wdzięcznym materiałem dla kabaretów i musimy się z tym pogodzić, albo z honorem lec!

Zresztą w temacie jaj, mamy do czynienia ze swoistą symetrią, bo przecież doskonale wiemy, że Niemcy to akurat ulubiony temat nie mniej grubych polskich dowcipasów.

W związku z tym dziwię się, że oburza nas żarcik o Kaczorze, a jakoś nie budzą wyrzutów sumienia nasze rodzime żarciki o Niemcach.

Powiem więcej: obrazić Niemca, to wręcz nasz narodowy obowiązek.

Kabarety, również te z lubością pokazywane w publicznej telewizji (tej przed „dobrą zmianą”), aż się skrzą grubaśnymi i tandetnymi skeczami o Szwabach, Frycach, Wurstach, czy jak ich tam jeszcze się nazywa. A Merkel jako Hitler rozgrabiający polską ziemię, to wręcz standard na okładkach, zaangażowanych w pielęgnowaniu polskości i narodowej dumy pism. No i rechoczemy z tych dowcipów, nie mniej głośno niż z dowcipów o Kaczyńskim rechoczą Niemcy.

Więc o co wam koledzy i kolażanki Prawdziwi Polacy i Patrioci chodzi? Jest symetria? Jest! Chociaż zaraz, zaraz… Nie może być mowy o symetrii, bo – jak dowodzicie – nam Polakom, wolno więcej. Za Wrzesień, za Warszawę, za Powstanie…, no może tylko Żydów starym zwyczajem wam wybaczymy. Ale błagam, ponarzekajcie sobie, powkurwiajcie się, jak macie włosy to możecie sobie parę wydrzeć, ale nie wysyłacie czołgów na Berlin. Apeluje do Was o rozwagę, bo ten wasz minister od obrony gotów jest jeszcze w tym miesiącu zatknąć polski sztandar na Bramie Brandenburskiej. Przeżyliście jakoś „kartofla”, przeżyjecie i jednojajowego bliźniaka. 

Piosenka nazywa się „Popo-popo-Polen”. Słowo „popo” to nic innego jak „pupa”, a w zasadzie „dupcia“. Piosenkę będąca parodią polskiego rządu pokazała stacja NDR (publiczna) w programie satyrycznym „Extra 3”. Dobrej zabawy, ja przynajmniej kilka razy szczerze się uśmiechnąłem.