ŁRzeczpospolita zwęszyła niebezpieczeństwo

police

Periodyk niestety codzienny „ŁRzeczpospolita” grzmi, jak to niebezpieczny jest stan bezpieczeństwa pana prezydenta Andrzeja Dudy. Bazując na dość wyrywkowej lekturze alarmistycznego tekstu „ŁRzeczpospolitej” nie zauważam jednak jakiś szczególnych zagrożeń dla bezpieczeństwa zdrowia i życia tudzież samopoczucia pana Dudy prezydenta.

Poza tym moi kochani, bądźmy do bólu szczerzy, któż do kurwy nędzy chciałby się zamachnąć na pana prezydenta? To wprost niewyobrażalne i w mej głowie się nie mieści. Jeśli sam sobie krzywdy nie zrobi, jak zrobił se Kaczyński, to inni go z pewnością nie skrzywdzą.

Żeby jednak nie zostawić was w poczuciu niedoinformowania, to w dwóch zdaniach opiszę możliwe zagrożenia zaobserwowane w ostatnich tygodniach.

Otóż jak wiecie, prezydent, niczym premierzyca, również bawił na mistrzostwach w piłce rzucanej i – o dziwo – nie został tam nawet szczególnie wygwizdany. Ale co tam gwizdy i obelgi. Stała się bowiem rzecz zdecydowanie gorsza. Otóż mecz (Polska-Serbia) Głowa Państwa musiała oglądać… siedząc na trybunie wśród zwykłych kibiców. Nota bene ciekawe jest, co w tym czasie robiła Szyja i jaką miała ochronę, bo pamiętajcie, że niezależnie od wielkości głowy, oraz jej zawartości, zazwyczaj głową tą kręci szyja i w tym wypadku od zasady tej nie ma żadnych odstępstw.

To oczywiście niedopuszczalna sytuacja i władze krakowskiej Areny już mają przesrane, bo nie przygotowali dla „najwyższych władz państwowych” odpowiednio godnego i bezpiecznego miejsca. Mają ten błąd czym prędzej naprawić, a wówczas dostaną też do pilnej realizacji listę napojów, nie koniecznie tylko gazowanych (a może właśnie „gazowanych) w jakie miejsce to powinno być zaopatrzone, oraz menu, które powinno być dostępne na zamówienie. Dyrektor Areny będzie osobiście wszystkiego próbował czy aby nie zatrute.

〉〉〉ZOBACZ: Komedianci katolicy. Czy bać się własnych dowicpów?

Drugi niebezpieczny przypadek zdarzył się w końcu stycznia, kiedy to pan prezydent odbierał przyznany mu przez Gazetę Wolska tytuł „Wolaka Roku”. Wszystko odbywało się w teatrze, co akurat jest dość oczywiste, bo przecież przedstawienia teatralne z założenia, nawet te mało śmieszne i wtórne, winny odbywać się w teatrze. Tyle, że w owym teatrze, zamiast 600 widzów upchnięto jakieś półtora tysiąca. Jednym słowem, syf, zaduch, pierdy i ścisk jak w pewnym klubie gejowskim na Krakowskim Przedmieściu. Znikąd powietrza i ratunku, nie wiadomo kto kogo dyma i kto jest dymany, a tuż obok prezydent pomyka, bez jakichkolwiek szans na sprawną ewakuację w razie czego. Prezydent szczęśliwie przetrwał, ale tak naprawdę to była zła wiadomość i strasznie deprymująca sytuacja i przyznam się wam, że z tego powodu to wprost spać przez kilka nocy nie mogłem.

Do dupy z takim krajem gdzie prezydent nie może się czuć bezpieczny, mimo że gwarantuje mu to Konstytucja (tak przpuszczam, ale Konstytucję przeczytam dokładnie dopiero wtedy, kiedy przeczyta ją prezydent).

Choć, gdyby spojrzeć na to bez stresu i pozbyć się niepotrzebnych nikomu emocji, to pewnym pocieszenim jest fakt taki oto, iż następny w kolejce gdyby co, jest nie kto inny jak pan Marek „Członek” Kuchciński, co bez watpienia byłoby „dobrą zmianą”, na 600+ albo i więcej. O tym jednak „ŁRzeczpospolita” nie napisała.

Jestem na Facebooku i Twitterze