Z piątku na sobotę

icon-piatek-1400600

Towarzyskim wydarzeniem tygodnia było z pewnością wygwizdanie pana prezdenta Dudy w Gdynii. Wydarzenie miało miejsce przed tamtejszym Teatrem Muzycznym. Hasło powitalne brzamiało: „Duda=Obłuda. Przyjmij ślubowanie, bo hańba zostanie“. Z powodu gwizdów i niemożności opanowania sytuacji, odrodzona Telewizja Narodowa zrezygnowała z bezpośredniej transmisji „powitania dostojnego gościa“. A sytuacja była rzeczywiście nerowowa. Tuż przed przyjazdem strażnika żyrandola, zdenerwowani borowcy, wiedzący iż zaraz pokaże to telewizja, próbowali uciszyć najgłośniej gwizdający i będących najbliżej wyjścia. Z obu stron (borowików i gwizdaczy) padły ponoć słowa powszechnie uważane za wulgarne. Policja na szczęście nie reagowała, co z kolei kompletnie nie podobało się grzybkom borowikom. Mają w tej sprawie być raporty i konsekwencje, tylko kogo z owych ostentacyjnie obojętnych stójkowych zwolnią, skoro właśnie zwolnili samego ich komendanta głównego? Na razie dziennikarze śledczy skoncentrowani w prawicowych środkach masowej dezinformacji, próbują ustalić, czy gwizdano starym zwyczajem po niemiecku, czy może jednak po kaszubsku. Bo gdyby po kaszubsku, to wiele by to tłumaczyło.

Pozostając w temacie powitań i przywitań… Patrząc na przywitanie się premiera tysiąclecia (chyba powinienem jednak z dużej to pisać) pani Beaty Szydło z fraukanzler Angelą Merkel, to mam wątpliwości jednak. No, bo chyba nie tak to miało być. Bo miało przecież być tak, że to polska polityka zagraniczna wstaje wreszcie z kolan, kulom i Niemcom się nie kłania, zaś na fotce jakby tego nie widać jednak. Bo nie dość, że owych kolan nie widać, zaczerwienionych i zniekształconych od wieloletniego klęczenia, to jeszcze pani Szydło jakaś taka dziwnie uniżona, w pokłonie dziękczynnym jakby, i być może nawet – czego fotograf planowo nie uchwycił – przed chwilą cmoknęła Merkel w mankiet. Niewykluczone jednak, że to tylko broszka ją do ziemi ciągnie i stąd wrażenie takie.

Istotnym wydarzeniem duchowym tygodnia, była zaś relacja pana księdza Macieja Gutmajera, który specjalizuje się w przemysłowym wyganianiu szatana z opętanych. To zawód elitarny, ale też zawód wysokiego ryzyka, bo walcząc z opętaniem, samemu można zostać opętanym, czego moim zdaniem ksiądz Gutmajor jest przykładem.

Nie wdając się w zawiłe dość szczegóły walki z kolegą Szatanem zagnieżdżonym w duszy ofiary, jedna obserwacja warta jest pilnego odnotowania. Otóż opisując ów przypadek ksiądz Maciej mówi: „Szatan wyczuł relikwię Jana Pawła II i zawył i zwiał natychmiast“.

I powiem wam, że akurat w to wierzę! Bo ilekroć sam słyszę (nie muszę nawet widzieć) o tak zwanych relikwiach, tak zwanego Jana Pawła II, to również wyję, pluję, a czasami zionę ogniem. Czy wy też tak macie?