Mimo że to dopiero luty, trwa jednak zażarta walka o tytuł

biskupo-imbecillo-160214-1200600

Łódzki arcybiskup Jędraszewski walczy i się nie poddaje, a jak wszystko pójdzie dobrze, zdobędzie zaszczytny tytuł „Anno Imbecille“, co można by przetłumaczyć jako imbecyl bądź kretyn roku. To wewnętrzny konkurs rozgrywany tylko w środowisku polskich biskupów, ale bardzo prestiżowy i rok rocznie o laur zwycięzcy walczy zaciekle praktycznie cały skład Episkopatu. Jędraszewski dzięki przedwczorajszej akcji, prawdopodobnie za moment wysunie się na prowadzenie, co oznacza, że dotychczasowy, wydawałoby się niekwestionowany lider Gądecki, będzie musiał zadowolić się drugim miejscem. Szkoda, bo to mój faworyt i na niego postawiłem trochę pieniędzy. Wierze jednak, że na dniach wymyśli coś wyjątkowo debilnego. Nie tracę nadziei tym bardziej, że pan Gądecki tak jak jest zdolny, tak jest i tępy, co w tym wypadku akurat gwarantuje sukcesy.

Póki co jednak kolega z Łodzi depcze mu po piętach i przypiera do muru. Ów kolega – przypomnijmy raz jeszcze to nazwisko – Marek Jędraszewski – ociera się właśnie o najwyższy stopień podium, dzięki miażdżącej konkurentów wypowiedzi podczas spotkania z wiernymi. Cytuję by słowa nie uronić:

„Kościół nie zabrania miłości, nie zabrania osobom homoseksualnym kochać. Mogą kochać, ale nie osoby tej samej płci“.

Pięknie powiedziane, acz ma to i skutki uboczne.

〉〉〉 ZOBACZ KONIECZNIE: Dupa nadal w centrum biskupiego zainteresowania

Wypowiedzią tą wywołał bowiem konsternację we własnym środowisku biskupim. Bo przecież prawda jest taka, że panowie owi żyjąc miłością własną, nie poprzestają tylko na wzajemnym odwiedzaniu się w pokojach i rezydencjach. Można nawet powiedzieć, że wzajemne migdalenie się jest passe i oznaką złego wychowania.

Oni w swej zdecydowanej masie, od koalcji do śniadania, a czasem nawet po obiedzie, żyją bezpardonowym i niczym nieograniczonym ruchaniem kleryków, alumnów, tudzież wszelakiej młodszej nieco drobnicy. To czasem miłości dłuższe i krótsze, romanse na jedną noc a czasem na dwa tygodnie (z wypadem nad morze), a bywa że i na całe życie.

To styl życia (lifestyle and lifeway) którego uczą już w seminariach, to nawyki którymi skorupka za młodu nasiąka i przez całe życie śmierdzi.

Tak więc mimo, że minęło już trochę godzin, biskupi nadal nie mogą otrząsnąć się z zaskoczenia i łamią sobie głowy jaki to piorum strzelił Jędraszewskiego w baniak, że takie ekstrawagancje wygaduje. Nie chce chuj kochać, niech nie kocha i niech nie dyma, przymusu nie ma, ale niech też innym nie zabrania, czyniąc przy okazji grube uwagi.

Tak że wyszło to, trzeba przyznać, cienko i niezgrabie, acz gdyby w kategoriach konkursowych na to patrzać, to szarża biskupa Jędraszewskiego może być jednak na wagę najwyższego stopnia na pudle. Tak sądze i przy tej opinii będę się upierał.

Sądzę również, że Episkopat jako szacowna i dużej wagi instytucja kościelna, ma jakiegoś swojego psychologa, który zajmie się niepokojącym przypadkiem Mareczka. Bo jak tak dalej pójdzie to zostanie jeszcze pedofilem.

〉Jestem na Facebooku i Twitterze

Advertisements

Opublikował/a

Wszelkie podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe, zaś fakty alternatywne bywają ciekawsze od faktów. Niektóre z opisywanych tu wydarzeń mogą być wytworem mojej fantazji, choć zawsze mają odniesienia do rzeczywistości

5 thoughts on “Mimo że to dopiero luty, trwa jednak zażarta walka o tytuł

  1. Ta sprawa ma drugie dno …To że Jędraszewski namawia do normalnej miłości tych którym jest to zabronione , to normalka , ale to że namawia też do tego , aby nie kochali swojego Boga i jego syna Jezusa to drugie , bo oni są tej samej płci …Ale Maryśkę już mogą kochać …Chociaż po co te wszystkie brednie , jak już wiadomo bo naukowcy odkryli że Boga nie ma , są tylko fale grawitacyjne …

  2. @Andrea Calabrone. Rozumiem, że przez słowo ‚miłość’ rozumie Pan jedynie miłość erotyczną. Aby nie wchodzić zanadto w księżowskie klimaty, dopowiem, że jest też na pewno Panu znana miłość matczyna, uważana przez znawców (powołuję się na Fromma, Osho) za najwyższa formę miłości, bo bezwarunkową. Wszelkie inne miłości do konkretnej osoby są warunkowe. O czym świadczą rozstania. Miłość do Boga, jeśli ktoś wierzy, nie jest miłością erotyczną; Dlatego Pańskie rozróżnienia są, oględnie mówiąc, nieprzemyślane. A że „już wiadomo”, że Boga nie ma, to odkryli rosyjscy naukowcy, nie amerykańscy; oni tam już dawno byli wysoko i widzieli że „nikawo niet”. Einstein nie był niewierzący.

  3. Junona: Einstein nie uznawał religii ani nie wierzył w Boga. Pisał tak: „The idea of a personal God is quite alien to me and seems even naive”. (Idea osobowego Boga jest mi obca i wydaje mi się naiwna). Owszem przyznawał, że podczas badania zjawisk natury doświadcza uczuć religijnych, ale jednocześnie pisał o sobie „I am a deeply religious nonbeliever…” (jestem głęboko religijnym niewierzącym). Proszę przed kolejnym powoływaniem się na Einsteina jeszcze raz sprawdzić w dostępnych źródłach, jak to z nim było. Polecam: Richard Dawkins – „God delusion”

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s