Ile kosztuje godność? Pięć lat więzienia

oboz-160218-1200600

Polacy wpadli na pomysł wprost wywodzący się z putinowskiej Rosji. Chcą wybielać swoją historię bez względu na koszty, nawet gdyby oznaczało to odsiadkę. Wedle projektu ministerstwa sprawiedliwości, każdy kto użyje zwrotu „polskie obozy” może liczyć na pięć latek odosobnienia. Nie do końca tylko dla mnie jest jasne, czy chodzi tylko o obozy zagłady, czy o wszystkie obozy jak leci, w tym także harcerskie. Żeby było jeszcze bardziej śmiesznie niż jest, pomysłodawcy odgrażają się, że karać będą wszystkich bez wyjątku, niezależnie w jakim zakątku świata właśnie się skryli. Także, a może przede wszystkim, autorów i wydawców prasy zagranicznej, którym zdarza się tego barwnego zwrotu nadużywać, ale którzy akurat pewnych typowo polskich cienkości i chorobliwych fobii kompletnie nie rozumieją.

Bo dla nich generalnie jak coś leży w Polsce to jest polskie, a jak to coś leży w Niemczech to jest niemieckie. Niby proste i logiczne, acz kompletnie w tym wypadku nie biorą pod uwagę, że logika i prostota nie zawsze w Polsce się sprawdzają, a w zasadzie nie sprawdzają się permanentnie. Już widzę tego Johna Smitha z „Guardiana” dajmy na to, do którego przychodzą smutni panowie w smutnych płaszczach (przylecieli właśnie nocnym, tańszym lotem specjalnie z Warszawy) i serdecznie łamaną angielszczyzną zapraszają nieprzytomnego ciągle Johna (toż to czwarta nad ranem), do udania się na 5-letnią odsiadkę w gościnnych murach Wronek.

Pytanie zasadnicze jest więc takie, czy istnieje tak długa fujarka na której mogą Johnowi zagrać, lub czy John zechce wskazać jakąkolwiek dziurę do której będą mu mogli nagwizdać. Pod warunkiem oczywiście, że wcześniej ów John zwyczajnie nie spuści ich po schodach.

Tak moi drodzy, do tego właśnie będzie się to sprowadzało, bo w Polsce od dłuższego czasu nikt kto jest rozsądny, nie pisze już tego co myśli, mimo że tak właśnie myśli. W polskiej prasie czy ogólnie mediach, nie występuje termin „polskich obozów”, więc nie bardzo wiem kogo ziobrowe prokuratory chcą ścigać i kogo wsadzać za kratki. Pozostaje jedynie ta zagranica, wyjątkowo odporna na wieczne upominania, przypominania, pouczania, prośby i groźby. Taki John Smith z „Guardiana” właśnie zostanie.

A to oznacza z kolei, że po raz n-ty narażamy się na śmieszność, wystawiamy nagą dupę na kopniaki i pokazujemy światu swoją chorobliwą małostkowość, graniczącą z jeszcze bardziej chorobliwą obsesją. Oczywiście rozumiem też, że każdy naród który ma choć trochę brudu za pazurami (czasami jak w naszym wypadku niechlujnie przyciętymi), chce się na siłę wybielić, wywabić plamy i prześladować tych, którzy nie daj boże plamy te pamiętają, ale nie należy przekraczać pewnej umownej jako się rzekło granicy śmieszności, a przede wszystkim nie należy pisać głupiego prawa, którego nie da się wyegzekwować.

remember0160218-800

〉Jestem na Facebooku i Twitterze