Osiem lat! Prawie jak groźba karalna

Nie szczególnie mnie martwi, że poważna gazeta jaką bez wątpienia jest „Financial Times“, zainteresowała się Jarosławem Kaczyńskim. Ostatecznie w poważnych gazetach też bywają niepoważne postaci. Martwi mnie jedynie to, co Kaczyński owej gazecie powiedział. Wygłosił parę frazesów doskonale nam tu w Polsce znanych (choć dla stałych czytelników FT może to być jakieś odkrycie), ale wspomniał też o jednej rzeczy szalenie smutnej i niebezpiecznej.

„Żeby zmienić Polskę na lepszą, żeby zrealizować dobre zmiany, które obiecaliśmy, potrzebujemy ośmiu lat, dwóch kadencji sejmowych“.

Czyż nie brzmi to jak fragment scenariusza najbardziej przerażającego horroru? Ludzie, pomyślcie przez chwilę nad tym co przeczytaliście.

Po pierwsze typ ów zapowiada, że PiS będzie nas gnębił przynajmniej przez osiem lat. Zakładam, że nie wszystko mu się jednak uda w te osiem lat, więc sięgnie, a przynajmniej będzie chciał sięgnąć, po kolejne lata cztery, albo nawet osiem. Powiadacie, że będą wybory, które wszystko zweryfikują i PiS sobie może chcieć….? A ja powiadam, że skąd ta wasza pewność, że będą jakiekolwiek wybory? I tak przecież o tym będzie decydował Kaczyński i on przeto uzna co jest dobre dla Polski w danym momencie, a co dobre nie jest. Również wybory.

Po drugie mało obyty we wschodnio-europejskich standardach dziennikarz FT nie zapytał co to jest ta „dobra zmiana“ i w czym ona Polskę zmienia na lepsze. Z drugiej strony może to i dobrze, bo gdyby zapytał, to by jeszcze więcej głupot musiał wydrukować. Nie sądzę bowiem, żeby Kaczyński mu powiedział szczerze i otwarcie, że to wszystko to chuj, dupa i kamieni kupa, że to ściema i kit dla szarej wyborczej masy. Nie powiedział by mu również, owa „dobra zmiana“, jest dobra tylko dla niego i jego przyjaciół. Bo chodzi tylko o władze, zemstę i z zemsty tej satysfakcję. O nic innego.

Bo dobra zmiana to powolny acz metodyczny paraliż wszelkich mechanizmów demokratycznych, to metodyczne i konsekwentne zafałszowywanie pamięci, to powolna i nieunikniona w perspektywie dekonstrukcja wolnych mediów, to postępująca ksenofobia i nacjonalizm coraz bardziej ocierający się o faszyzm, to promocja bylejakości i biernych, miernych ale wiernych, to coraz bardziej widoczny demontaż sprawnych dotąd mechanizmów gospodarki, to perspektywa Polski w ruinie nie z wyborczych już hasełek i diagnoz. Tego dziennikarz FT się nie dowiedział.

No i po trzecie wreszcie, kiedy Kaczyński mówi: „Będę bardzo szczęśliwy, jeśli będę na ten proces spoglądał jako osoba, która przeszła na emeryturę“, to jedyna racjonalna myśl jaka kotłuje się w mojej głowie jest taka, że oby tej emerytury i stanu swojej szczęśliwości nie doczekał, a my razem z nim. Damy sobie radę bez niego. Kto wierzący niech się modli.