Ja na innej półce wrażliwości mieszkam

happy-man-160302-1200600

Wczorajszy dzień parchatych do niedawna bohaterów, teraz niezaprzeczalnych gwiazd naszej historii, pobudził co bardziej krewkie umysły do ponadnormatywnego wysiłku. A wymyślali głupstwa na wyścigi. Niestety,  jak obserwuję teraz tę naszą „pamięć historyczną” i paletę wzorów do jakich się odwołujemy, to się zastanawiam na jakim świecie i w jakim wieku żyjemy. Bo jeśli jedynym i  w zasadzie podstawowym kryterium polskości, patriotyzmu i honoru jest teza, że jakoby w owych czasach las był jedynym słusznym wyborem, reszta zaś  to były różne  odcienie zdrady, to jakakolwiek dyskusja z takimi Prawdziwymi Patriotami i z takimi Prawdziwymi Polakami zwyczajnie nie ma sensu. Bóg, honor, chuj i dupa, plus krwi i trupów kupa. Nie odpowiada mi taka polskość i taka filozofia życia.

Domorośli ideolodzy dni dzisiejszych krnąbrnie przeraźliwych, wybierając ze współczesnego panteonu bohaterów tych co bardziej obrzydliwych,  usiłują mnie i innym wmówić, że  Dzień Żołnierzy Wyklętych dostarcza jakiś wzorców. Wzorców godnych uwagi, których koniecznie trzeba przestrzegać. Czyli jakich?  

Że ojczyznę trzeba kochać ponad życie i jak ta sobie zażyczy, to życie to za nią należy oddać bez wahania, bez zastanowienia, bez sensu zazwyczaj? Jeśli tego właśnie ma uczuć (i być wzorcem) przykład wyklętych, to bardzo sorry, ale on zupełnie do mnie nie trafia. Ja na innej półce wrażliwości mieszkam.

Chodzi o to  moi drodzy, że życie to rzecz bardzo konkretna, niepowtarzalnie jedyna. Życie jest tylko jedno, nieodwracalnie jedno i należy je przeto mądrze do końca wykorzystać. Bo życie to bardzo przyjemna rzecz jest. Można oczywiście z umiarem popijać, popalać, uprawiać ekstremalne sporty, ale wszystko to dla przyjemności, nigdy zaś z obowiązku.

Stąd też jakaś porąbana całkowicie koncepcja, by poświęcać je w imię jakiejś mniej lub bardziej konkretnej ojczyzny,  jest dla mnie bezużyteczna, bo bezsensowna i nie do przyjęcia.

Ojczyzna Drodzy Bywalcy, to rzecz bardzo umowna bowiem. To wedle mnie wcale nie kraj w którym się urodziłem i w który zazwyczaj z musu mieszkam. Ojczyzna – jeśli posługiwać się tym wytartym terminem – to kraj w którym w danym momencie czuję się najlepiej. Dziś to jest być może Polska, za rok Nowa Zelandia, a za lat kolejnych dziesięć Kanada albo może znów Polska. Ojczyznę więc jednym słowem, można sobie wybrać, wedle życzeń i upodobań, życia zaś bezwzględnie nie, bo jest ono tylko jedno. Więc należy je szanować, w tym sensie również, by spędzić je jak najciekawiej, jak najwygodniej, komfortowo na tyle na ile można, ograniczając do minimum stresy. Tylko idioci są  w stanie je poświęcić dla jakiegoś mocno wyimaginowanego bytu. Dlatego też – tu wracam do początku – przykład postawy żołnierzy wyklętych niczego mnie nie uczy, nie jest dla mnie żadnym wzorcem, jedynie ostrzeżeniem przed życiowymi pułapkami złych postaw i jeszcze gorszych wyborów. Fine!

PS. Powyższy luźny i ogólnikowy bardzo zestaw moich poglądów jest drogowskazem, którym z powodzeniem posługuje się od paru dziesiątków lat. Jest receptą uniwersalną, ale – zdaję sobie sprawę – nie przez wszystkich akceptowalną. Ludzi myślących inaczej (“bóg-honor-ojczyzna”) uważam za ułomnych, acz ich wybory szanuję. Choć wiem, że niektórzy mnie nie przeczytają, ani nie usłyszą, bo pewnie nie żyją.

Jestem na Facebooku i Twitterze