Jak cudownie uniknęliśmy stanu wojennego.

stan wojenny-160309-1200600

Ponieważ minął nam szczęśliwie kolejny dzień w cieniu prezydenckiej opony (samochodowej, nie tej obrzydliwej na brzuchu), być może warto pogdybać czyli zastanowić się, co by się też działo, gdyby tak zabrakło szczęścia w tym szczęśliwym nieszczęściu. A podstawy do takiego gdybania jak najbardziej są. Oto jakie są fakty.

Prezydencka limuzyna BMW 7 zapierdziela 200 kilosów na godzinę autostradą. Można zdaje się 140, ale co tam, kto nam borowikom zabroni? Policja? Niech spierdalają! Owa prezydencka limuzyna waży plus minus ze cztery tony, więc to prawdziwy pocisk nuklearny na wąskim jakby nie było skrawku asfaltu. Dodatkowo na tym asfalcie leżą porozrzucane skrawki przeróżnego hardwaru, pozostałości po poprzedniej kolizji sprzed jakiejś godziny mniej więcej. Jeszcze bardziej dodatkowo, ów pancerny pocisk BMW odziany jest w mocno przeterminowane kapcie, bo jak się dowiadujemy, pęknięta guma miała… 6 lat i przebieg paręset tysięcy kilometrów. Złom to mało powiedziane.

W wyniku najechania na jakiś syf sparciały strucel zwany oponą eksploduje niczym granat, co dla macierewiczopodobnych jest oznaką zamachu, ale to umówmy się wątek oboczny, bardziej medyczny niż mechaniczny. Kierowca auta w tej sytuacji oprócz umiejętności miał bardzo dużo szczęścia i przygoda kończy się tak jak się kończy. Prawdopodobnie wykorzystał w ten sposób cały zapas szczęścia jaki mu został przydzielony na życie. Radzę mu nie ryzykować i nie siadać już więcej za kierownicą.

Pytam więc czy mogło to skończyć się inaczej?

Ależ oczywiście, że mogło! Pasażerowie tego auta mieli 50% szans, być może nawet zdecydowanie więcej, żeby jednak nie wyjść z tego cało.

Gdyby nie fart, to dziś bylibyśmy mniej więcej w czwartym dniu prawdopodobnie miesięcznej żałoby narodowej. I żadna teoria pękających parówek, czy strzelający puszek po coli, nie była by w stanie racjonalnie wytłumaczyć nieprawdopodobnego pecha jakiego miewają prezydenci z PiS.  

Ale żałoba narodowa to tylko najmniej interesujący i najmniej dolegliwy element spektaklu jaki właśnie rozgrywałby się przed naszymi oczami.

A jakby się skończyło inaczej…

W zasadzie moi drodzy, to ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić, ani przewidzieć tego, co by się działo. Prawo serii spowodowało, że tak jak przez głupotę, a być może wrodzony debilizm, zginął pierwszy pisi prezydent, tak przez tę samą głupotę (tylko debil godzi się na zapierdalanie autem 200 na godzinę) ze światem pożegnał się drugi.

Doświadczenie ostatnich lat nas uczy, że każda najbardziej nawet piramidalna głupota da się wyjaśnić zamachem, choćby dlatego, że zamach jako przyczyna śmierci, brzmi zdecydowanie lepiej niż elementarny brak wyobraźni i odpowiedzialności.

Reasumując, mielibyśmy do czynienia z ewidentnym drugim zamachem, zamachem skutecznym, a stare pisie przysłowie mówi, że do dwóch razy sztuka. W efekcie mielibyśmy już pewnie stan wojenny, godzinę policyjną, do internatów byli by dowożeni kolejni pacjenci (listy przewidzianych do internowania i tak na wszelki wypadek przygotowuje pewnie Ziobro z Kamińskim), prawa obywatelskie były by zawieszone, parlament zawieszony i za tydzień rozwiązany… Coś przeoczyłem?

Może skoligacone z PiSem faszystowskie bojówki wykonywały by już pierwsze skrytobójcze wyroki śmierci, przy których heca z Popiełuszką to tylko niewinne gry i zabawy towarzyskie. Zanadto czarny scenariusz powiadacie? Możliwe. Czekam na opinie jak wy widzielibyście rozwój sytuacji. I proszę o nie robienie sobie jaj, bo problem na prawdę jest poważny.