Moje trzy grosze w sprawie kutafonów

icon-tol-story-black-55Grupa religijnych kutafonów detonując bomby w Brukseli, popsuła święta i dobre samopoczucie innej grupie kutafonów, tyle że uważających siebie za lepszych. Tak, te święta upływać będą w atmosferze strachu po Brukseli, polowań na obcego, obrzucaniu błotem Allaha, i – w najlepszym razie – na tradycyjnym załamywaniu rąk nad ciężkim jakoby losem chrześcijan prześladowanych nawet we własnym domu. Acz ofiarami wspomnianych kutafonów, oprócz biednych chrześcijan, są także niewierzący lub wierzący w innego boga, w tym również w obwinianego o wszystko co złe (poniekąd słusznie zresztą) Allaha.

Natomiast generalnie nic nie zmienia jednak prostego faktu, że naprzeciw siebie stają religijne kutafony wyrosłe co prawda z jednego pnia, ale siedzący na dwóch przeciwległych gałęziach. Śmiem twierdzić, że jesteśmy oto niewątpliwie świadkami rodzącej się wojny religijnej. Pokojowi na tym świecie nie będą służyć nie tylko bomby pasterzy kóz z daleka, ale także słowa bliższych nam pasterzy baranów.

tlusty-kutafon-160326-300
ks. Jarosław Wąsowicz

Ksiądz Jarosław Wąsowicz pisze na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” nadając pisaninie formę świątecznych życzeń.

„Życzę Wam zmartwychwstania naszej ukochanej Ojczyzny, bez KOD-ów, fałszywych autorytetów, płatnych zdrajców. Zmartwychwstania chrześcijaństwa w Europie, która idzie ku samozagładzie. Europy bez multi-kulti, islamistów, lewaków i poprawności politycznej (…) Życzę nam wszystkim, żebyśmy wyszli z tego zwycięzcy. Z Chrystusem Zmartwychwstałym i Maryją na sztandarach, jak pod Lepanto, Wiedniem i w czasie Bitwy Warszawskiej. Zwycięskiego Alleluja!”.

Szanowny ksiądz Wąsowicz też więc konstruuje bombę, tyle że z opóźnionym zapłonem. Czyli jedni warci drugich. Zabawne na swój sposób jest to (choć mnie akurat coraz mniej to śmieszy), że wypasiony i zakłamany nierób, podległy innemu nierobowi, nie dość że szczeka na ludzi stających w obronie wolności to jeszcze podżega do nienawiści, a być może do zabijania. Chciałbym wierzyć, że jest to tylko kwestia zbyt mocno zaciśniętej koloratki, która utrudnia dopływ krwi do wąsowiczowego mózgu. A swoją droga… czy wszystkie, pojawiające się na horyzoncie Jarki musza być takie pojebane?