Pochylam się nad poczuciem humoru Czarneckiego

Obama nie spotka się z Andrzejem Dudą, to już powszechnie znany fakt. Niezawodny Richard Czarnecki tłumaczy to tak: Ale po kiego grzyba mieliby się spotykać, przecież pan Duda obok pana Obamy raz już siedział. To w zupełności wystarczy. Racja! Odzyskana z rąk porywaczy telewizja publiczna tłumaczy to jeszcze inaczej.

Otóż nie ma nic dziwnego w tym, że spotkania nie będzie, bo najzwyczajniej w świecie (cywilizowanym) pan prezydent Duda o takie spotkanie nie zabiegał. On jedzie do Ameryki przede wszystkim po to, by spotkać się z ukochaną polonią (pozwolę sobie jednak z małej litery), a jak mu czasu starczy i ochoty, no, to może wpadnie na ten cały szczyt w Waszyngtonie.

Poza tym bądźmy szczerzy… Kim w tej chwili jest ten Obama, żeby na niego tracić cenny czas? Za chwilę będzie nikim i jeśli ma ochotę się z kimś spotykać to na zdrowie, ale nie z pewnością nie będzie to poważny mąż stanu poważanego państwa. To by w sumie tłumaczyło ów afront z Kijowskim. Tak, to są partnerzy „godni siebie”. Niech sobie pogadają, niech knują, niech plują, nic innego w sumie im nie pozostało. Prawdziwi mężowie stanu są ponad to.

Stąd też z satysfakcją należy odnotować zapowiedziane i niezwykle istotne spotkanie z prezydentem Gruzji, czyli jednym z najznakomitszych i najbardziej znanych polityków współczesnego świata. Niestety nie pamiętam jego nazwiska, ale z łatwością sprawdzicie to sobie w internecie. Śpieszcie się, póki jeszcze można!

Zaś posła Czarneckiego zawsze ceniłem za niezwykłe poczucie humoru, ale widzę, ze zgrozą to spostrzegam, że wraz z wiekiem jest coraz lepiej, to znaczy coraz bardziej śmieszny poseł jest.